09.10.2014

Bł. kardynał Newman o Kościele



Dziś, 9 października, Kościół w Anglii wspomina bł. Jana Henryka kard. Newmana. Święto – ustanowione przez papieża Benedykta XVI – przypada w rocznicę konwersji Newmana na katolicyzm, gdy w 1845 r. wyspowiadał się, sub conditione przyjął chrzest i złożył wyznanie wiary przed bł. Dominikiem od Matki Bożej (Dominikiem Barberim). 

Tak o Kościele pisał ks. Newman w 1850 r. w swoim dziele pt. Certain Difficulties Felt by Anglicans in Catholic Teaching, które Richard Hudson, uznany brytyjski lingwista, nazwał „pierwszą katolicką książką szeroko czytaną w środowisku protestanckim”: 

Kościół Katolicki głosi, że jest zbudowany na faktach, nie na opiniach; na obiektywnych prawdach, nie zaś na podlegających zmianom uczuciach; na świadectwie sięgającym czasów niepamiętnych, a nie na prywatnych sądach; na przekonaniach lub doświadczeniu, a nie na wnioskowaniu. Żadna inna instytucja poza Kościołem nie zgłasza podobnych roszczeń.

Precyzja i apodyktyczność nauki Kościoła, tytułem oskarżenia, przedstawiane są jako brak tolerancji i ekskluzywność. Twierdzenie Kościoła, że doskonale rozumie i radzi sobie z powierzonym sobie depozytem, że potrafi kierować wypełnieniem swoich zadań, że objawia to co nieznane i przekazuje co niewidzialne, jest, w oczach rozumu – bynajmniej nie zastrzeżeniem co do pochodzenia Kościoła z góry – lecz potwierdzeniem nadania mu jego wzniosłej misji; tym, co byłoby pewnym znamieniem Kościoła, gdyby otrzymał tego rodzaju misję. 

Nie można pojąć Kościoła w oderwaniu od jego posłannictwa i darów. Kościół jest narzędziem i wyrocznią – i niczym innym – nadprzyrodzonej nauki, która nie zależy od jednostek, która od pierwszych wieków została mu powierzona raz na zawsze, i która jest tak głęboko z nim zrośnięta, że, nawet gdybyście próbowali, to nie jesteście w stanie mu jej wyrwać i odebrać. Nauka ta krok po kroku, majestatycznie, w miarę upływu czasu i wówczas gdy pojawia się tego rodzaju potrzeba, przyjmuje postać dogmatów – nie na mocy sądu prywatnego, lecz z woli Dawcy owej nauki i jako nieomylny skutek refleksji całego Kościoła; jako coś, co jest konieczne do zbawienia każdego z nas.

(Certain Difficulties Felt by Anglicans in Catholic Teaching [1850] [Lecture 7], tłum. Paweł K. Długosz)

„(…) nawet gdybyście próbowali, to nie jesteście w stanie mu jej wyrwać i odebrać” – pocieszające, bo oznacza, że kard. Kasper i niemiecki episkopat nie mają szans; choć to oczywiście nie oznacza, że nie będą próbować. 

Beate Joannes Henrice, ora pro nobis ut digni efficiamur promissionibus Christi!

Jakub Pytel 


07.10.2014

Lepanto, islam, Antychryst i Ambrose de Lisle



Dziś, 7 października, przypada święto Najświętszej Maryi Panny Różańcowej i 443 rocznica zwycięstwa Ligi Świętej pod Lepanto.

Kościół opacki (fot. wł.)
Moje skojarzenia pobiegły ku Mount Saint Bernard Abbey – pierwszemu poreformacyjnemu, wciąż działającemu klasztorowi w Anglii, a może bardziej ku jego fundatorowi Ambrose’owi Phillippsowi de Lisle, który konwertował na katolicyzm m.in. pod wpływem wizji, której doznał w młodości, gdy spacerował i rozmyślał nad tym – jak to czasami czynią gorliwi protestanci – czy papież jest, czy też nie jest, Antychrystem.

Kalwaria (fot. wł.)
Edmund S. Purcell, biograf de Lisle’a zanotował takie jego słowa: „Pewnego dnia w 1823 r. spacerowałem u stóp wzgórz niedaleko szkoły i rozmyślałem — jak to miałem w zwyczaju w moich chłopięcych latach — nad dziwnymi protestanckimi teoriami, że papież jest Antychrystem zapowiadanym przez Proroków, gdy nagle zobaczyłem jasne światło na niebie i usłyszałem głos, który mówił: «Mahomet jest Antychrystem, bo odrzuca Ojca i Syna». W czasie wakacji, gdy przebywałem w domu, odszukałem Koran i znalazłem w nim te niezwykłe słowa: «Bóg ani nie zrodził [nikogo], ani nie został zrodzony»”.

Wszystkim, którzy odwiedzą hrabstwo Leicester w Środkowej Anglii polecam wizytę w opactwie na Górze Świętego Bernarda, nawiedzenie tamtejszego kościoła, pobliskiej Kalwarii, a także nieodległych ruin augustiańskiego klasztoru Grace-Dieu (koło Thringstone), który został skasowany za czasów Henryka VIII. Warto się pospieszyć, bo kolejnego Lepanto raczej nie będzie i pewnie któregoś dnia – oby jak najpóźniej – trapiści z Mount Saint Bernard podzielą los swych współbraci z Tibhirine w Algierii. 

O Ambrose'ie Phillippsie de Lisle pisałem tutaj.

Jakub Pytel

26.09.2014

Michael Davies – to już 10 lat



Wczoraj minęła 10. rocznica śmierci Michaela Treharne’a Daviesa, wieloletniego prezesa Międzynarodowej Federacji UNA VOCE, jednej z największych dotąd postaci katolickiego tradycjonalizmu – w tym blogu wspominałem go już w 2008 r., przy okazji wpisu dotyczącego rzymskich uroczystości jubileuszowych Bractwa Św. Piotra. 

Dziś chcę zaprezentować Czytelnikom rozdział mojej książki Sławni konwertyci poświecony Michaelowi Daviesowi, a zatytułowany „Apologeta Tradycji” (tekst składa się z części biograficznej i trzech cytatów – w pierwszym M. Davies pisze o drodze obranej przez abp. Lefebvre’a, w drugim Michael Matt opowiada o relacji łączącej Daviesa z kard. Ratzingerem, a trzeci to fragment niepublikowanej w Polsce książki Daviesa pt. Cranmer’s Godly Order). Przy tej okazji warto wspomnieć, że w związanym z Bractwem Św. Piusa X wydawnictwie Te Deum kończą się prace redakcyjne nad polskim przekładem jego znakomitej książki  Msza papieża Pawła.


Michael Davies, 1936—2004
Apologeta Tradycji

Michael Davies, dumny ze swych walijskich korzeni angielski żołnierz, nauczyciel i pisarz, był jednym z tych brytyjskich konwertytów na katolicyzm, którzy ledwie odzyskali swą katolicką ojczyznę, a już, na skutek zmian zachodzących po II Soborze Watykańskim, zaczęli obawiać się o jej utratę. Wielu katolików nawróconych z protestantyzmu, obserwując postępujący upadek Kościoła i protestantyzację jego doktryny i liturgii, popadało wówczas w apatię. Niektórzy zaczynali wątpić w sensowność własnej konwersji, jeszcze inni, np. Evelyn Waugh, mimo wieku i nie najlepszego zdrowia usiłowali walczyć, ale z ich pism wyzierał raczej sarkazm i rezygnacja, niż nadzieja na zwycięstwo [1]. Jednak Michael Davies, człowiek wówczas młody i energiczny, pełen neofickiej gorliwości, która była raczej łaską niż płytkim entuzjazmem wynikającym z braku doświadczenia — jego wewnętrznego ognia nie stłumiły nawet późniejsze niełatwe kontakty z watykańskimi dygnitarzami — podjął walkę nie tylko o własną wiarę, ale także o wiarę swych nowych katolickich współbraci, zamieniając karabin, z którego strzelał do komunistów, na pióro, którym zaczął walczyć z kościelnymi progresistami.

Michael Treharne Davies urodził się 13 marca 1936 r. w niewielkim mieście Yeovil, w hrabstwie Somerset na południu Anglii. Jego ojcem był Cyril Davies, Walijczyk należący do jednego ze zborów baptystycznych, a matką — Annie z domu Garnworth, Angielka i anglikanka. Wyznanie ojca sprawiło, że zwlekano z chrztem chłopca, który w końcu jednak przyjął sakrament w Kościele Anglii i czynnie uczestniczył w życiu miejscowej parafii pw. św. Jana.

Młody Michael był bardzo dobrze zapowiadającym się uczniem szczególnie zainteresowanym historią — został m.in. laureatem konkursu wiedzy nt. Imperium Brytyjskiego — lecz zaraz po uzyskaniu pełnoletniości przerwał edukację i zaciągnął się do pułku lekkiej piechoty hrabstwa Somerset. W jego szeregach walczył z komunistyczną partyzantką na Malajach, brał udział w brytyjsko­‑francuskiej interwencji w Egipcie podczas tzw. kryzysu sueskiego, a także w kampanii przeciwko nacjonalistycznym organizacjom terrorystycznym na Cyprze. I to właśnie podczas służby wojskowej postanowił złożyć katolickie wyznanie wiary. Uczynił to 17 kwietnia 1957 r. w trakcie krótkiego urlopu spędzonego w ojczyźnie, przyjmując sub conditione sakrament chrztu św. z rąk ks. Michaela McSweeneya, proboszcza parafii pw. św. Piotra Apostoła w Plymouth. Drogą, którą łaska Boża zyskała przystęp do jego serca i rozumu, był nie tylko przykład dawany mu przez wyznających katolicyzm towarzyszy broni, ale także lektura pism Hamisha Frasera (19131986).

Fraser był w młodości komunistą, który porzucił swą prezbiteriańską szkocką wiarę, przyłączył się do Ligi Młodych Komunistów i służył podczas hiszpańskiej wojny domowej w szeregach popieranych przez Związek Sowiecki tzw. brygad międzynarodowych. Po wojnie był jednym z czołowych brytyjskich działaczy komunistycznych, by w końcu, w 1947 r., pod wpływem lektury encyklik społecznych papieży Leona XIII i Piusa XI nawrócić się na katolicyzm i stać się jednym z najbardziej znanych w świecie anglosaskim orędowników społecznego panowania Chrystusa Króla oraz założycielem (w 1966 r.) „Approaches”, pierwszego anglojęzycznego pisma kojarzonego z tradycyjnym katolicyzmem. Michael Davies w odpowiedzi na jeden z listów Johna Vennariego, współpracownika amerykańskiego pisma „The Remnant”, napisał: „To Hamish «nawrócił» mnie i wciągnął do walki o ortodoksję i Tradycję, i to jego zasadami kierowałem się w obronie Mszy. Hamish był wybitnym obrońcą Królestwa Chrystusowego w krajach anglojęzycznych i niekwestionowanym autorytetem w kwestiach masonerii, Fatimy i marksizmu (…). Gdyby nie Hamish, nie napisałbym żadnej ze swych książek”[2].

W 1960 r. życie Michaela Daviesa zaczęło zmierzać ku stabilizacji, dzięki której mógł po pewnym czasie oddać się pracy publicystycznej. Poprosił swego dowódcę o urlop, opuścił koszary, podjął studia z zakresu filozofii, teologii i literatury angielskiej w londyńskim katolickim St Mary’s University College i niebawem, w mieszczącym się przy kościele Notre Dame de France (tzw. French Church) Centrum Karola Péguy, poznał młodą Chorwatkę, również katoliczkę, Marię Jozicę Miloš, którą poślubił już w lipcu 1961 r. Trzy lata później uzyskał uprawnienia nauczycielskie i rozpoczął pracę w szkołach diecezjalnych Westminsteru i Southwark, ostatecznie zamieniając wojskowy mundur na nauczycielską togę.

Konwertyta nie porzucił zainteresowania sprawami, w imię których występował jako żołnierz. W czasie toczącej się wojny w Wietnamie liberalny katolicki tygodnik „The Tablet” opublikował tekst, w którym pewien duchowny oskarżał amerykańskie lotnictwo o bombardowanie kościołów na terenie komunistycznego Wietnamu Północnego i zabijanie chrześcijan gromadzących się tam na Mszach i nabożeństwach. Daviesowi mającemu wiedzę i doświadczenie wojskowe relacja ta wydała się całkowicie absurdalna, a tekst na tyle niebezpieczny, że poddał całą sprawę wnikliwej analizie. 24 czerwca 1967 r. na łamach „The Tablet” ukazał się artykuł jego autorstwa traktujący o propagandzie Wietkongu i dowodzący, że również historia o bombardowaniach jest jej wytworem. Tekst ten stanowił publicystyczny debiut Michaela Daviesa.

Umysł młodego nauczyciela zajmowała jednak nie tyle złożona sytuacja międzynarodowa tamtych czasów, ile coraz bardziej skomplikowana sytuacja w Kościele katolickim, manifestująca się przede wszystkim zmianami w liturgii, z którą Davies, pobożny katolik, obcował niemal na co dzień. Choć wiadomość o rozpoczęciu obrad II Soboru Watykańskiego przyjął z radością i nadzieją, rzeczywistość szybko pozbawiła go złudzeń. W roku 1967, roku kolejnych, coraz bardziej radykalnych zmian w mszale rzymskim, konwertyta wstąpił do konserwatywnego Latin Mass Society, którego założyciele postawili sobie za zadanie bronić tradycyjnej Mszy i związanego z nią dziedzictwa.

W październiku 1968 r. Davies wziął udział i wygłosił referaty podczas odbywającego się w Cambridge i Londynie cyklu konferencji poświęconych zmianom w liturgii. Był katolikiem zaledwie od dekady, a nauczycielem od czterech lat, ale może właśnie dlatego o wiele lepiej niż inni dostrzegał niezwykle szybko postępujący i szkodliwy wpływ nowej liturgii na wiarę młodzieży. Napisał nawet w tej sprawie list do kardynała Heenana, który w odpowiedzi zapewniał go — szczerze chyba wierząc we własne słowa[3] — że Msza rzymska nigdy nie będzie sprawowana w językach pospolitych, a celebracje versus populum będą mogły mieć charakter zaledwie incydentalny.

Wbrew słowom prymasa Anglii i Walii zarówno w liturgii, jak też w doktrynie zachodziły coraz dalej idące zmiany. Teorie głoszone przez uzasadniających je duchownych zaczęły jawić się Michaelowi Daviesowi jako równie prawdziwe, co historia o bombardowanych wietnamskich kościołach — postanowił więc równie wnikliwie badać wytwory liberalnej i modernistycznej propagandy. To dążenie do prawdy u samych jej źródeł stanie się znakiem rozpoznawczym jego pisarstwa i działalności skupionej na obronie Tradycji. Udowodnienie, że źródła liberalnych reform były zatrute protestancką herezją, jemu, człowiekowi od młodości pasjonującemu się historią Anglii, nie nastręczało wielkich trudności — wykazywał po prostu, konsekwentnie i punkt po punkcie, że zmiany w obrzędach dokonywane po Vaticanum II zachodziły dokładnie według tych samych wzorów, jakie wykorzystywano podczas protestanckiej rewolucji z czasów Cranmera i że ten sam niekatolicki duch jest obecny w novus ordo Missæ. Niekatolicki, bo mający na celu uczynienie Mszy celebracją możliwą do zaakceptowania przez heretyków odrzucających jej ofiarny charakter.
  
To właśnie Michael Davies, co było chyba jedną z jego największych zasług, dowiódł, że rola protestanckich „obserwatorów” w tzw. Concilium, komisji liturgicznej mającej wdrażać postanowienia soborowe, nie była ograniczona zaledwie do przysłuchiwania się debatom katolickich liturgistów. Wbrew słowom architekta nowej Mszy, abp. Annibale Buniniego, a zgodnie z relacją zagorzałego ekumenisty ks. prał. Bauma oraz anglikańskiego pastora Ronalda Jaspera zaproszeni pastorzy czynnie, choć nieoficjalnie uczestniczyli w pracach komisji[4]. Tak oto porządek katolickiej Mszy okazał się wspólnym dziełem katolickich modernistów i protestanckich heretyków!

Ale Michaelowi Daviesowi katolicy zawdzięczają o wiele więcej, był on bowiem autorem niezwykle płodnym. Spod jego pióra wyszło 17 książek oraz wiele broszur zawierających krytyczne analizy zagadnień poszczególnych posoborowych reform. Do jego najważniejszych prac należy niewątpliwie trylogia Cranmer’s Godly Order[5], Pope John’s Council[6]Pope Paul’s New Mass oraz książka The Second Vatican Council and Religious Liberty[7]. Trylogia w znakomity sposób ukazuje, jaki wpływ na dogmatykę, katechetykę, liturgikę, filozofię, historię, etykę i duszpasterstwo miały zmiany dokonane w imię Vaticanum II. Ostatni z wymienionych tytułów jest chyba najwszechstronniejszą i najlepiej udokumentowaną pozycją ukazującą niezgodność soborowej deklaracji o wolności religijnej z tradycyjnym nauczaniem papieży o społecznym panowaniu Jezusa Chrystusa. Michael Davies zasłynął także wytrwałą obroną abp. Lefebvre’a, której wyrazem stało się m.in. dzieło Apologia Pro Marcel Lefebvre, będące jednocześnie obszerną, trzytomową biografią założyciela Brac­twa Kapłańskiego Św. Piusa X. Davies napisał jeszcze dwie ważne książki biograficzne: Lead Kindly Light o życiu bł. Johna Henry’ego kardynała Newmana oraz Saint John Fisher o świętym biskupie i męczenniku z czasów Henryka VIII.

Kolejną sprawą, której konwertyta poświęcił wiele wysiłku, było demaskowanie rzekomych objawień w Medziugoriu, czemu poświęcił książki: Medjugorie, A Warning (‘Medziugorie — ostrzeżenie’, 1980) oraz Medjugorje: After Fifteen Years (‘Medziugorie — 15 lat później’, 1998)[8]. Teksty Daviesa były stale drukowane w wielu katolickich periodykach, jak choćby w brytyjskim „Christian Order” czy amerykańskich „The Remnant” (od 1971 r. miał tam swoją stałą rubrykę), „The Angelus” i „The Latin Mass”. A to nie wszystko, pisarz bowiem często podróżował, wygłaszając niezliczone konferencje i wykłady w obronie Tradycji i Kościoła.

Olbrzymi dorobek Michaela Daviesa nie miałby jednak szansy powstać, gdyby nie wsparcie żony Marii, starającej się zdejmować z jego barków tak wiele obowiązków, jak tylko zdołała udźwignąć, nie zaniedbując przy tym wychowania czworga dzieci i prowadzenia londyńskiego domu, który dzięki rosnącej sławie jej męża w niedługim czasie stał miejscem częstych spotkań zarówno osób świeckich, jak i duchowieństwa związanego z ruchem tradycyjnym.

W 1995 r. Michael Davies został wybrany prezydentem Międzynarodowej Federacji Una Voce (Fœderatio Internationalis Una Voce, FIUV), zrzeszającej stowarzyszenia tradycyjnych katolików z ponad 20 krajów świata, głównie Europy i Ameryki Północnej. Nowy prezydent objął w ten sposób schedę po Erichu Vermehren de Saventhemie, współtwórcy i pierwszym prezydencie tej organizacji, powstałej w Paryżu w 1964 r. Działalność Michaela Daviesa na czele FIUV jest chyba najlepiej znanym szerszemu gronu czytelników okresem życia konwertyty, ale i tak, ze względu na jego aktywność i wielość wydarzeń, w których uczestniczył, wymagałaby osobnego opracowania. Byłoby to szczególnie interesujące, zważywszy na liczne spotkania prezydenta Una Voce i — jak się wydaje — dość serdeczne relacje łączące go z wieloma członkami rzymskich dykasterii. Był wśród nich obecny papież Benedykt XVI, ówczesny kardynał prefekt Kongregacji Nauki Wiary, którego Davies traktował ze szczególnym szacunkiem i w którym pokładał — jak twierdzili jego krytycy — zdecydowanie zbyt wielkie nadzieje. Tak czy inaczej, trudno uznać, by znajomość kard. Ratzingera z Michaelem Daviesem nie wywarła wpływu na późniejsze decyzje papieża Benedykta w tych sprawach, które leżą na sercu katolickim tradycjonalistom.

Michael Treharne Davies zmarł 25 września 2004 r., opatrzony sakramentami świętymi. Przyczyną jego śmierci był rozległy zawał serca, towarzyszący ogólnemu wyczerpaniu organizmu na skutek wyniszczającej go od kilku lat choroby nowotworowej. Miał 68 lat. Odszedł do Pana, nie doczekawszy wyboru kard. Józefa Ratzingera na Tron Piotrowy ani wydania motu proprio Summorum Pontificum, ani tym bardziej ogłoszenia konstytucji apostolskiej Anglicanorum Cœtibus. Tym, którzy przy każdym wspomnieniu jego osoby ubolewają, że nie dożył tych ważkich wydarzeń, należy przypomnieć, że ów niestrudzony bojownik Chrystusa Króla nie doczekał również zapowiedzi zwołania kolejnego „Asyżu”…


Michael Davies
Via media arcybiskupa Lefebvre’a

Ta trzecia grupa, konserwatyści, są ludźmi, którzy odnoszą się z niechęcią do tego, co się dzieje [w Kościele] i są gotowi włożyć nieco wysiłku w obronę ortodoksji. Ale grupa ta jest zdezorientowana i podzielona. Jej największym problemem jest wyolbrzymienie znaczenia pojęcia posłuszeństwa prawowitej władzy, którym każdy prawdziwy katolik powinien być przepojony. Wielu z nich nie jest w stanie zrozumieć, że gdy ktoś wykorzystuje sprawowaną władzę w niewłaściwy, szkodliwy sposób, to jego podwładni mają prawo dać mu odpór. Jest to stanowisko mające w teologii katolickiej solidną podstawę — zwłaszcza w nauczaniu św. Tomasza z Akwinu — w szczególny sposób uzasadniając nasze prawo do oporu wobec biskupów.

Ludzie, którzy należą do szczególnie sumiennie stosujących się do woli władz, sprzeciwią się wadliwym tekstom katechetycznym i nadużyciom liturgicznym, ale wycofają się w sytuacji otwartego konfliktu ze swymi biskupami. A już zupełnie nie będą się opierać niczemu, co zyskało aprobatę Watykanu. Tak więc, chociaż mogą ubolewać nad udzielaniem Komunii na rękę, to nie będą sprzeciwiać się czemuś, na co Rzym zezwolił, pomimo faktu, że było to rażące naruszenie woli Ojca Świętego.

Na drugim biegunie znajdują się katolicy, którzy faktycznie popadli w schizmę. Zwalczają nadużycia, ale czynią to z zewnątrz Kościoła, a więc ich wysiłki są daremne. Często dochodzą oni do wniosku, że oto nie mamy już papieża. Teologiczna ignorancja prowadzi ich do przekonania, że ​​jeśli papież nie używa swej władzy, to wówczas przestaje być papieżem. Są oni nazywani sedewakantystami — od łacińskich słów sede vacante, określających okres wakatu Stolicy Apostolskiej między śmiercią jednego papieża a wyborem jego następcy. Ci ludzie są także skłonni wierzyć, że nowa Msza nie jest ważna, to znaczy, że nic się nie dzieje, gdy kapłan wypowiada słowa konsekracji. Taki pogląd jest teologicznie nie do utrzymania, choć trzeba przyznać, że sposób, w jaki Msza często jest dziś celebrowana, sprawia, że ​​trudno uwierzyć, iż stanowi ona odnowienie ofiary dokonanej na Kalwarii. (…)

Jest jeszcze trzecia opcja, via media (łac. ‘droga środkowa’) między tymi, których działania w obronie ortodoksji, ze względu na ich uległość wobec władz, są nieskuteczne, choć być może wynikają z najszczerszych pobudek, oraz tymi, których obrona prawowierności jest daremna, ponieważ popadli w schizmę. To właśnie via media, opcja tradycyjna, jest wspierana przez abp. Lefebvre’a. Jest ona podobna postawie przyjętej przez św. Atanazego. Niezachwianie trwając w Kościele, uznając papieża i wspierając wszystkie jego wysiłki czynione w obronie ortodoksji, uznając ważność nowej Mszy oraz nowych rytów sakramentów, Arcybiskup odmawia porzucenia tradycji, którym był wierny w ciągu ostatnich 50 lat swego kapłaństwa i biskupstwa, w tym również, nawiasem mówiąc, pełniąc urząd delegata apostolskiego na obszar całej francuskojęzycznej Afryki.

Opcja ta ma także swoje niebezpieczeństwa. Diabeł jest dziś obecny wszędzie i po raz kolejny ujawnia się to niebezpieczeństwo, które może pochodzić z pychy. Nazwałbym je syndromem faryzeusza — „dzięki Ci, Boże, że nie jesteśmy jak inni ludzie”. To syndrom, który może doprowadzić do schizmy, jak to się stało w niektórych przypadkach. Ci, którzy zdecydują się na rozwiązanie tradycyjne, mają szczególny obowiązek modlitwy, cierpliwości i wielkiego miłosierdzia wobec tych, którzy nie podzielają ich poglądów, a i poczucia humoru. Wielu tradycyjnych katolików posiada te cechy, lecz, niestety, nie wszyscy.

Arcybiskup tłumaczy swoje stanowisko następująco i wierzę, że realizowane we właściwym duchu stanowi ono — wśród samozniszczenia i rozkładu Kościoła posoborowego — skuteczny sposób strzeżenia tradycyjnej wiary w jedności z papieżem. Jest to stanowisko, które zostało przyjęte również przez wielu kapłanów i świeckich niezwiązanych z Bractwem Świętego Piusa X, którzy podzielają pogląd arcybiskupa na Tradycję:

„Nie jesteśmy buntownikami, nie jesteśmy schizmatykami, nie jesteśmy heretykami. Stawiamy opór. Stawiamy opór tej fali modernizmu, która wtargnęła do Kościoła, tej fali laicyzmu, progresywizmu, który zaatakował Kościół w sposób całkowicie nieuzasadniony i niesprawiedliwy i który próbował usunąć z Kościoła to wszystko, co w nim święte, wszystko, co nadprzyrodzone i Boskie, by umniejszyć go do wymiaru człowieka. Zatem stawiamy opór, ale chcemy go stawiać nie w duchu buntu, lecz w duchu wierności naszemu Panu Jezusowi Chrystusowi, w duchu wierności wobec wszystkich, którzy nauczali nas naszej świętej religii, w duchu wierności wobec wszystkich papieży, którzy podtrzymywali Tradycję. Oto, dlaczego zdecydowaliśmy się po prostu iść dalej, wytrwać w Tradycji, wytrwać w tym, co uświęcało świętych, którzy są w niebie. Dlatego jesteśmy przekonani, że świadczymy olbrzymią przysługę Kościołowi, wszystkim wiernym, którzy chcą zachować wiarę, wszystkim wiernym, którzy chcą otrzymać prawdziwą łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa”.

Fragment pracy The Goldfish Bowl, Angelus Press, 1985, www.catholictradition.org: [dostęp: 22 maja 2013r.].


Michael Matt
Przyjaciel w purpurze

Nie czynię tajemnicy z tego, że na przykład kwestionowałem (i nadal kwestionuję) uporczywą obronę kard. Ratzingera, której dokonywał Michael. Z biegiem lat i ku jego rosnącej konsternacji krytykowałem w swych publikacjach niektóre co bardziej problematyczne wypowiedzi kardynała. Mogę jednak zapewnić Czytelnika, że historia ta była bardziej złożona. Jako ktoś, kto spierał się z nim w tej sprawie, spieszę z wyjaśnieniami — Michaelowi Daviesowi zawsze leżał na sercu jedynie najlepszy interes tradycyjnych katolików. Oto, co mam na myśli: on mocno wierzył (i upewniał się w tym przy różnych okazjach), że kard. Ratzinger jest „po naszej stronie” i uczyni wszystko, co w jego mocy, poza wywołaniem w Rzymie schizmy, by stopniowo zawrócić bieg spraw na korzyść Tradycji. Wszystko, czego eminencja od nas wymagał, to cierpliwość i czas.

Niektórzy z nas byli (i są) sceptyczni. Ale — jak postrzegał to Michael — eminencja wykazywał dość dobrej woli w naszej sprawie, by można było usprawiedliwić stosowanie zasady interpretowania wątpliwości na jego korzyść: kardynał był autorem przedmowy do książki ks. Gambera[9], dokonał historycznej rehabilitacji Patricii Morley i „szóstki z Honolulu”[10], którzy zostali ukarani interdyktem za „formalną przynależność” do Bractwa [św. Piusa X], okazjonalnie publiczne celebrował Mszę trydencką, z chęcią osobiście spotykał się z tradycjonalistami itd. To, czy możemy przyjąć zapewnienia, że kardynał jest „po naszej stronie”, nie jest przedmiotem sporu. Przedmiotem sporu jest to, że Michael myślał, iż kardynał sam uważa się za naszego sojusznika. Jego wielkim „grzechem” było trzymanie wówczas swego przyjaciela kardynała za słowo — było to jednak bardzo brytyjskie.

Nie było spisków ani też nie zawiązywano w ukryciu żadnych tajnych sprzysiężeń. Michael w oparciu o prywatne spotkania z eminencją (spotkania, których — tak przy okazji — nikt z nas nie był świadkiem) po prostu wierzył, że kardynał może okazać się dla nas wszystkich nieocenionym sojusznikiem. I co z tego? A czyż to nie byłoby wspaniałe?!

Michael Matt, Michael Davies — In Memoriam, „The Remnant”, 8 lipca 2010.


Michael Davies
Reforma liturgiczna à la Cranmer

Kościół jest obecnie targany z pewnością największym kryzysem od czasu protestanckiej reformacji, a całkiem możliwe, że największym od czasów herezji ariańskiej. Papież Paweł sam mówił o dymie szatana, który przeniknął do wnętrza Kościoła (…) liczba powołań wciąż się zmniejsza (…) uczestnictwo we Mszy spada w całym świecie zachodnim, najbardziej dziwaczne wierzenia są prezentowane jako nauka katolicka (…). Nie ma już prawie tradycyjnych nauk ani tradycyjnych praktyk, które nie zostałyby zakwestionowane lub których obecne znaczenie nie stałoby się przeciwieństwem dawnego. Kapłani, którzy przez dziesięciolecia tłumaczyli swemu ludowi, dlaczego Msza musi być zawsze sprawowana w języku łacińskim, teraz zdają się podejrzewać, że wszyscy parafianie, którzy proszą o Mszę łacińską, są na bakier z ortodoksją. Kapłani, którzy przez dziesięciolecia wyjaśniali, dlaczego nie możemy brać udziału w niekatolickich nabożeństwach, teraz twierdzą, że udział w nich jest podstawowym obowiązkiem katolika. I na tym nie koniec — nasze nabożeństwa (…) z każdym następnym etapem reformy liturgicznej coraz bardziej przypominają obrzędy protestanckie. Kolejne zmiany [w porządku] nowej katolickiej Mszy zostały wprowadzone w sposób podobny temu, jak to czynił Cranmer i za co został potępiony przez papieży oraz katolickich teologów i historyków. Jak zmiany, które przez wieki były uznawane za naganne, nagle mogły stać się godnymi podziwu?

Równie ważną kwestią jest sposób, w jaki te zmiany się dokonały. Oczywista i precyzyjna odpowiedź brzmi, że w wyniku II Soboru Watykańskiego. Ale jak ten sobór mógł doprowadzić do tak zdumiewającego naruszenia katolickiej tradycji i praktyki? (…) Czy wszystko, co przychodzi w imię Vaticanum II, musi być przyjmowane bezkrytycznie?

Uporanie się z reformacją protestancką jest celem tej książki. Wyjaśnia ona, co się stało i dlaczego. (…) Aby właściwie ocenić wagę zmian liturgicznych wprowadzonych przez reformatorów, konieczne jest uzyskanie właściwego zrozumienia katolickiego nauczania w dziedzinie odnośnych doktryn — szczególnie tych dotyczących łaski i usprawiedliwienia. A znaczenie tych doktryn musi z kolei zostać odczytane w kontekście nauczania o Mistycznym Ciele i Wcieleniu.

Michael Davies, fragment wstępu do książki Cranmer’s Godly Order. The Destruction of Catholicism Through Liturgical Change, Arlington House Publisher, Nowy Jork 1976.


Książka „Słwani konwertyci” jest do nabycia w Księgarni Rodziny Katolickiej – jeśli ktoś życzyłby sobie otrzymać egzemplarz z dedykacją autorską, to proszę poinformować o tym przy składaniu zamówienia.


Przypisy:

[1] Zob: S.M.P. Reid, A Bitter Trial. Evelyn Waugh and John Carmel Cardinal Heenan on the Liturgical Changes, The Saint Austin Press, 2000.
[2] Pamięci Michaela Daviesa, „Zawsze wierni – Miesięcznik Tradycji katolickiejnr 68 (1/2005).
[3] O tym, że kard. John Carmel Heenan nie był zwolennikiem radykalnych reform liturgicznych i gdy tylko mógł, starał się przeciwdziałać ich wprowadzaniu, świadczą choćby jego listy pasterskie ogłaszane w drugiej połowie lat 60. XX wieku oraz wystąpienie na rzymskim synodzie biskupów w październiku 1967 roku (zob: S. M. P. Reid, A Bitter Trial, op. cit.). W 1970 r. kard. Heenan na wniosek grupy brytyjskich intelektualistów, ludzi kultury i sztuki, wystąpił do Pawła VI o wydanie dla Anglii i Walii indultu na celebrację Mszy św. według tradycyjnego mszału po rewizjach dokonanych w roku 1965 i 1967. Indult ten od nazwiska jednej z sygnatariuszek petycji został nazywany „indultem Agathy Christie”.
[4] Dzięki wymianie korespondencji z Ronaldem Jasperem, anglikańskim dziekanem katedry w Jorku, który uczestniczył w pracach Concilium, Daviesowi udało się ustalić, że obserwatorzy protestanccy byli również zapraszani na nieformalne spotkania ekspertów teologicznych, podczas których — w odróżnieniu od formalnych debat — mogli wywierać wpływ na kształt liturgii i wybór zagadnień podejmowanych podczas oficjalnych posiedzeń.
[5] Warto dodać, że Davies prosił diecezjalnego cenzora o ocenę doktrynalną książki Cranmers’s Godly Order i wydanie imprimatur. Ten, choć nie potrafił znaleźć w publikacji żadnego błędu, nie udzielił zgody na druk. Pisarz apelował do ordynariusza, lecz gdy został zbyty milczeniem, poprosił o ocenę innych teologów, którzy upewnili go, że książka nie zawiera błędów doktrynalnych i może zostać wydana. Poddawanie książek ocenie teologicznej przed ich publikacją było stałą praktyką Michaela Daviesa.
[6] Książka ukazała się w języku polskim pod tytułem Sobór papieża Jana, Wydawnictwo Antyk Marcin Dybowski, Warszawa 2011.
[7] Książka ukazała się w języku polskim pod tytułem Sobór Watykański II a wolność religijna, Te Deum, Warszawa 2003.
[8] W Internecie opublikowano także uzupełnioną wersję drugiej książki o Medziugoriu — Medjugorje: After Twenty­‑One Years — The Definitive History (‘Medziugorie — 21 lat później. Ostateczny werdykt’, 2004), www.mdaviesonmedj.com [dostęp: 22 maja 2013].

24.09.2014

Środa Suchych Dni wrześniowych – to jednak dzisiaj!


Niemal każdego roku w połowie września w środowiskach katolickich tradycjonalistów pojawia się pytanie o termin obchodu Suchych Dni – pościć już czy za tydzień? (Suche Dni to środa, piątek i sobota obchodzone w Kościele zachodnim co kwartał jako dni modlitwy przebłagalnej, dziękczynnej i błagalnej, połączone z postem ścisłym – dziś już tylko dobrowolnym). Tymczasem zasada jest prosta: Suche Dni wrześniowe to środa, piątek i sobota przypadające po trzeciej niedzieli września – w tym roku (2014) są to 24, 26 i 27 września. 

Kontrowersje biorą się stąd, że przez blisko 900 lat obowiązywała zasada ustanowiona przez papieża św. Grzegorza VII, w myśl której punktem odniesienia dla Suchych Dni wrześniowych było Święto Podwyższenia Krzyża Świętego obchodzone 14 września – to w środę, piątek i sobotę po tym święcie przypadały Suche Dni (najwcześniej 15, 17 i 18, a najpóźniej 21, 23 i 24 września). Ale 1 stycznia 1961 r. wszedł w życie Kodeks Rubryk Ogólnych ogłoszony przez papieża Jana XXIII (motu proprio Rubricarum instructum z 25 lipca 1960 r.), który postanawiał, że odtąd punktem odniesienia dla Suchych Dni będą niedziele i ustalał ich obchód na środę, piątek i sobotę po trzeciej niedzieli września (najwcześniej 18, 20 i 21, a najpóźniej 24, 26 i 27 dnia tego miesiąca). 

Nowa zasada wyznaczania terminu Suchych Dni nie miała jednak szans trwale zapisać się w pamięci wiernych, bo obowiązywała zaledwie przez dekadę – po II Soborze Watykańskim papież Paweł VI decyzję o dacie i sposobie obchodów Suchych Dni oddał poszczególnym ordynariuszom. W konsekwencji ten prastary i powszechny zwyczaj (wcześniejszy nawet niż Adwent) praktycznie zniknął z katolickiej obrzędowości. W Polsce odrodził się, gdy w połowie lat 90 XX w. zaczęły tworzyć się środowiska tradycjonalistów – tam, gdzie obecni byli kapłani Bractwa Św. Piusa X obchodzono je w terminie zgodnym z rubrykami Mszału rzymskiego z 1962 r., a w środowiskach indultowych często w powiązaniu ze Świętem Podwyższenia Krzyża (jeśli w ogóle była taka możliwość), co było następstwem korzystania z Mszałów pochodzących z lat 30 i 50 XX w. (najczęściej takie właśnie były dostępne) i zawodnej pamięci starszych już celebransów – oczywiście z czasem praktyka ta została skorygowana dzięki pogłębiającej się wiedzy uczestników Mszy trydenckich, a także dzięki np. posłudze księży z Bractwa Świętego Piotra (jak to było w Poznaniu). Wciąż pojawiające się wątpliwości dotyczące terminów obchodu Suchych Dni są też konsekwencją używania przez wiernych mszalików wydanych przed 1961 r., nieścisłych informacji zawartych w mszaliku tynieckim z 1963 r., korzystania z internetowych kalendarzy układanych przez sedewakantystów, którzy nie uznają papieży od Jana XXIII, a także opierania się na niesprawdzonych informacjach krążących w Internecie (sam co ze wstydem przyznaję przed dekadą dałem początek jednej z nich i za karę co roku ją odszczekuję w odpowiedzi na maile czytelników). 

Jak zawsze przy takiej okazji polecam lekturę opublikowanego we wrześniu 2009 r. tekstu autorstwa p. Artura R. Sypuły pt. Msza trydencka a dawne przepisy postne.

Jakub Pytel

PS Jako ciekawostkę warto dodać, że przed ogłoszeniem Kodeksu Rubryk Ogólnych pierwsza niedziela września w Oficjum brewiarzowym przypadała pomiędzy 29 sierpnia a 4 września, dopiero Kodeks postanowił, że w Oficjum pierwsza niedziela każdego miesiąca musi przypaść między jego 1 a 7 dniem – ale to już temat na zupełnie inny wpis.