02.04.2013

Romaniuk jak Wujek



Jako poznaniak mam duży sentyment do Biblii Poznańskiej. Nie chodzi tylko o lokalny patriotyzm, ale o to, że przed laty miałem możliwość słuchania niezwykle interesujących wykładów współtwórców tego przekładu Pisma Świętego: ks. Mariana Wolniewicza (naprawdę niewiele brakowało, żeby zgodził się być jednym z celebransów poznańskich Mszy trydenckich), ks. Jana Kantego Pytla i ks. Zbigniewa Kaznowskiego. Uczucia nie przesłaniają mi jednak zasadniczej wady tego tłumaczenia, które jako całość jest mało spójnie – po prostu nie da się ukryć, iż jest to dzieło wielu tłumaczy dokonane na przestrzeni wielu lat. I chyba właśnie dlatego bardziej cenię sobie Biblię Warszawsko-Praską, która jest dziełem życia jednego człowieka – ks. bp Kazimierza Romaniuka. 

Biblia bp. Romaniuka jest drugim od czasów ks. Jakuba Wujka całościowym przekładem Pisma Świętego na język polski dokonanym przez jednego tłumacza. Nie twierdzę, że to dzieło doskonałe, bo o takie spod ludzkiej ręki nie wychodzą. Po prostu dla przeciętnego czytelnika Pisma Świętego (a zatem dla ogromnej większości – również dla mnie) jest to tłumaczenie najlepsze, bo komunikatywne. Jego język nie jest ani zbyt archaiczny, ani przesadnie współczesny, a zastosowanie peryfraz czyni wiele fragmentów bardziej zrozumiałymi bez konieczności zamieszczania kolejnych przypisów upodabniających księgi Starego i Nowego Testamentu do pracy naukowej (ciekawe, że dzięki temu przekład bp. Romaniuka traktowany jest jako „częściowo ekumeniczny”). 

Biblia Warszawsko-Praska jest oczywiście cały czas obecna na regałach księgarskich. Problemem było to, że jej dotychczasowi wydawcy jakby niezbyt dbali o to jak się prezentuje. W ogóle wydawcy zdają się być przekonani, że Pismo Święte jest albo użytkowe, albo ozdobne. To pierwsze należy przygotować do druku w małym formacie, na cienkim papierze, w miękkiej oprawie i niskim kosztem, a drugie jako opasłe i drogie tomiszcze ze złoconymi brzegami stron – jakby niemożliwe było wydanie naprawdę eleganckiego Pisma Świętego, po które nikt nie będzie bał się sięgnąć z obawy o stan złoceń. 

I tutaj niespodzianka. Otóż przed kilkoma tygodniami dzięki krakowskiemu Wydawnictwu M rynek księgarski wzbogacił się o kolejne wydanie Biblii w przekładzie bp. Romaniuka. Zdaje się ono spełniać większość oczekiwań – przynajmniej moich. Ma w miarę duży, lecz wciąż poręczny format (21x30 cm), elegancką oprawę, podobną typografię, delikatne, nieprzesadne zdobienia. Jej atutem jest ponad setka ilustracji autorstwa Gustawa Doré, co dodatkowo podkreśla „jedność” tej publikacji – jeden tłumacz i jeden ilustrator. Wybór czarno-białych rycin z pewnością spodoba się tym czytelnikom, którzy doceniają prostą elegancję (kolorowe reprodukcje malarzy włoskiego renesansu są piękne, przyznaję, ale nagromadzone w jednym wydaniu Biblii czynią z niej pstrokaty album dla początkujących historyków sztuki, a to nie licuje z powagą Księgi). Ilustracje Doré co prawda wydają się znane, ale każdy, kto weźmie do ręki tę publikację, przekona się, że to tylko wrażenie, że naprawdę zna ich zaledwie kilka. To dowód, iż jego prace bardzo pobudzają wyobraźnię – nie tylko dzieci. Kolejnym atutem jest cena, dzięki której kupującemu ze stuzłotowego banknotu (i to po opłaceniu przesyłki) pozostanie jeszcze dość pieniędzy, żeby kupić – odpowiednio do swego stanu – dobre wino mszalne lub bukiecik tulipanów dla żony.  

Do wad tego wydania zaliczyłbym jedynie, że zawiera – jak wiele innych Biblii „rodzinnych” – różnego rodzaju tabelki tworzące rodzaj familijnej księgi parafialnej, gdzie wpisuje się imiona i ważne daty z dziejów życia sakramentalnego poszczególnych osób. Według mnie wystarczyłyby dwie-trzy wolne karty, jeśli to w ogóle konieczne. Mam jednak świadomość, że dla wielu klientów – może nawet dla większości – coś takiego może być atutem. 

Inną sprawą jest opatrzenie tej Biblii dedykacją papieża Jana Pawła II. Może i warto przypomnieć, że w 2005 r. Jan Paweł II udzielił błogosławieństwa rodzinom wspólnie czytającym Pismo Święte, ale łatwo takim zabiegiem wprawić klienta w stan pewnego rozczarowania, bowiem po chwili zastanowienia dostrzeże on, że nie jest to błogosławieństwo ani dla czytelników kolejnych wydań Biblii tej oficyny, ani nawet dla czytelników przekładu bp. Romaniuka, ale po prostu dla czytających Pismo Święte (jeśli czytelnik miał nadzieję znaleźć się w elitarnym kręgu użytkowników porcelany Royal Doulton z ręcznie malowanymi wrąbkami, to świadomość, że tak się nie stało może być dla niego bolesna).

Nic to jednak w porównaniu z bardzo dobrym wrażeniem jakie robi całość. Jeśli komuś zależy na moim zdaniu, to szczerze polecam.

Jakub Pytel