06.09.2015

„Islamista w każdej parafii”?


„Trzeba, żeby każda parafia przygotowała miejsce dla tych ludzi, którzy prześladowani, którzy przyjadą tutaj, oczekując pomocnej ręki i tego braterstwa, którego gdzie indziej nie znajdują” – powiedział (powtarzając za papieżem Franciszkiem) abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, podczas Mszy św. w Chełmie odprawionej na zakończenie „peregrynacji znaków Światowych Dni Młodzieży” (sic!).

Trudno nie odnieść wrażenia, że apel abp. Gądeckiego został wygłoszony po to, żeby uciszyć różnych „głosicieli Ewangelii” w rodzaju stacji telewizyjnej TVN24 oraz lewicowych portali internetowych, których redaktorzy co rusz wypominają Kościołowi milczenie w kwestii imigrantów. Arcybiskup znakomicie rozumie, że to, o co apeluje nigdy się nie ziści. Imigranci zmierzają na Zachód i żeby zatrzymać ich w Polsce potrzebne są strzeżone obozy, a nie gościna w parafiach. Apel jest zatem posunięciem zręcznym. Zręcznym podwójnie, bo metropolita poznański wygłosił go na terenie diecezji, nad którą nie ma jurysdykcji i dlatego gest ten pozostanie jedynie symboliczny.

Ale czy to dobrze? Wcale nie! W sytuacji, gdy państwo pozostaje bezwładne i, co niemal pewne, w końcu ugnie się pod żądaniami Niemiec, Kościół mógłby stanąć na wysokości zadania i sformułować własną politykę imigracyjną. Po pierwsze, dlatego że nie powinien przechodzić obojętnie wobec ewangelicznego nakazu miłości bliźniego, a po drugie, żeby dać władzom do ręki odpowiednie statystki i ratować nasz kraj przed zalewem muzułmanów. Bo o ile państwo nie może odrzucać wniosków o status uchodźcy ze względu na to, jaką religię wyznaje składający, to Kościół jest już w tej mierze wolny – może sprowadzać do Polski chrześcijan. I powinien to robić. W imię współodpowiedzialności za Ojczyznę. Od 25 lat polski episkopat ma taki wpływ na władzę, jakiego biskupi w innych krajach (poza prawosławną Grecją) mogą mu tylko pozazdrościć; a skoro tak, to musi uznać, że część niepowodzeń tego ćwierćwiecza to również jego niepowodzenia. Chodzi oczywiście o demografię i, po części wynikającą z rozluźnienia więzów społecznych - emigrację. Dziś, tak jak w wiekach chwały i potęgi Rzeczpospolitej możemy spróbować podzielić się Ojczyzną i wzbogacić ją ludźmi ojczyzny pozbawionymi – miłosiernie, ale przede wszystkim rozumnie.

Gdyby poważnie potraktować apel abp. Gądeckiego, to Polska, dzięki Kościołowi, mogłaby od razu zaoferować gościnę 25 tys. prześladowanych chrześcijan. Wystarczyłoby, żeby każda z 10 tys. parafii przyjęła po jednej pięcioosobowej rodzinie. Owszem, byłoby to wyzwanie, ale wykonalne – rozsądne, bezpieczne i dobrze rokujące, gdy chodzi o asymilację uchodźców (swoją drogą tego typu akcja powinna już dawno zostać przeprowadzona w stosunku do Rodaków ze Wschodu).

Oczywiście jest jeszcze taka możliwość, że przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski poważnie traktuje swój apel o przyjęcie w parafiach uchodźców bez względu na to, kim są i w co wierzą, i że podejmie działania w tym kierunku. Wówczas, jako poznańczyk, oczekuję od abp Gądeckiego, że sam da przykład troski o uchodźców i zakwateruje kilka rodzin na Ostrowie Tumskim. Nie proponuję udzielenia im gościny w pałacu, bo byłaby to demagogia, ale można przecież wykwaterować z okazałego domu mieszkającego „w cieniu poznańskiej katedry” abp. Paetza, który przecież dysponuje jeszcze stumetrowym mieszkaniem w najlepszej dzielnicy Rzymu. 


Jakub Pytel