08.02.2013

Druga bomba w Lambeth



Wczoraj skreśliłem kilka słów nt. kwestii dopuszczenia kobiet do święceń biskupich – pierwszej z bomb z opóźnionym zapłonem, którą dr Williams, ustępujący prymas Wspólnoty Anglikańskiej pozostawił swemu następcy. Mam jednak przeczucie (utwierdził mnie w nim Damian Thompson, publicysta Guardiana), że większe spustoszenie w Kościele Anglii może uczynić wybuch drugiej z nich, a mianowicie kwestii zawierania „małżeństw” przez osoby tej samej płci. 

Przed dwoma dniami Izba Gmin, w ramach coraz szybciej postępującego procesu staczania się Zjednoczonego Królestwa na moralne dno, przegłosowała projekt ustawy zrównującej związki homoseksualne z małżeństwami. Właściwie od początku dyskusji na ten temat najwyżsi hierarchowie angielskiego Kościoła państwowego stanowczo protestowali przeciwko tego typu rozwiązaniom prawnym – w latach 90. XX w. czynił to lord Carey, później dr Williams, a teraz sprzeciw podtrzymał abp Welby. I chyba dlatego premier Cameron postanowił prawnie zagwarantować Kościołowi Anglii, że jego kler nie tylko nie będzie musiał, ale nawet nie będzie mógł tego typu związków błogosławić. Na tle całej tej przegranej wojny światopoglądowej rzecz taka jawi się jako sukces, choć wcale nim nie jest. Owszem, gdyby podobne gwarancje uzyskał Kościół katolicki czy inne obecne na Wyspach związki wyznaniowe, to rzeczywiście byłby to jakiś powód do zadowolenia (niestety, im muszą wystarczyć mało wiarygodne zapewnienia premiera), ale dla Kościoła Anglii jest to i tak wielka klęska. Dokąd bowiem państwo nie udzielało ślubów homoseksualistom (istniała instytucja związku partnerskiego, ale nie małżeństwa), dotąd Kościół Anglii był bezpieczny. Teraz, gdy państwo uległo naciskom homolobby, trudno przypuszczać, by jedna z instytucji tego państwa (a taką jest Kościół), mimo zabezpieczeń prawnych potrafiła długo opierać się podobnej presji – zewnętrznej, ale i wewnętrznej, bo trzeba wiedzieć, że anglikańskie duchowieństwo i wierni są w tej kwestii podzieleni nie mniej niż sama Partia Konserwatywna (niemal połowa jej posłów zagłosowała wbrew stanowisku własnego premiera). Taki podział rychło doprowadzi do kolejnej anglikańskiej wojny domowej, bo przecież nie od dziś w wielu parafiach organizowane są szopki w postaci homoseksualnych niby-ślubów. A na to wszystko nałoży się jeszcze przyklepana już kwestia pełnienia posługi biskupiej przez zadeklarowanych homoseksualistów… 

Jeśli ktoś uważał, że nie może dojść do większych i bardziej gorszących awantur, niż te, które były efektem kampanii na rzecz kapłaństwa kobiet, to teraz dopiero zobaczy, co się będzie działo.