05.04.2013

Zośka pedał! Nie on jeden



Przeczytałem wczoraj, że bohaterów mego dzieciństwa, harcerzy Szarych Szeregów „Zośkę” i „Rudego” (Tadeusza Zawadzkiego i Jana Bytnara), łączyła nie młodzieńcza przyjaźń, ale relacja homoseksualna. Nie zdziwiłem się. Przeciwnie. Jestem pewien, że już niedługo światu zostanie ogłoszone, że kochankami byli piloci Żwirko i Wigura. I nie tylko oni. Takie czasy.

Sytuacja przypomina wydarzenia sprzed pięciu laty, kiedy w ramach procedur kanonicznych związanych z toczącym się procesem beatyfikacyjnym dokonano otwarcia grobu kard. Johna Henry’ego Newmana – grobu, który kardynał na własną prośbę dzielił ze swym współbratem i serdecznym przyjacielem ks. Ambrosem St. Johnem.
Wówczas brytyjscy tzw. działacze gejowscy poczuli się w obowiązku stanąć w obronie pary rzekomych kochanków, których Kościół katolicki chce pośmiertnie rozdzielić i ukarać za to, że prowadzili „homoseksualny styl życia” (ile potrzeba złej woli, żeby przedstawiać wyniesienie do chwały ołtarzy jako karę!).

Podobne insynuacje należałoby pozostawić bez komentarza, ale wobec medialnej wrzawy nie sposób  tego uczynić. Mam nadzieję, że Zośka i Rudy znajdą skutecznych obrońców. Newman i St John znaleźli. Przypominam tamte wydarzenia, bo widzę pewne podobieństwa pomiędzy sytuacją, w jakiej znaleźli się ci jakże inni ludzie – dwaj młodzi żołnierze ruchu oporu i dwaj starzy duchowni. Obie sytuacje upodabnia jednak to, że ich bohaterów łączyła głęboka przyjaźń, którą wrogowie starają się wykorzystać, po wielu latach manipulując słowami wypowiedzianymi w obliczu śmierci.

W przypadku Newmana i St Johna prawda domagała się obrony również ze względu na samych homoaktywistów, którzy używali ich przykładu do usprawiedliwiania własnych grzechów i zarzucania Kościołowi hipokryzji. W ich obronie stanął ks. dr Ian Ker, członek Academic Advisory Board, Senior Research Fellow w oksfordzkim katolickim St. Bede’s Hall oraz wykładowca wydziału teologicznego tego uniwersytetu, czołowy ekspert zajmujący się życiem i dorobkiem Newmana, wydawca jego dzieł i autor wielu poświęconych mu publikacji.

Dowodem na homoseksualizm obu kapłanów oraz na łączącą ich relację seksualną miała być długoletnia przyjaźń i słowa głębokiego żalu po śmierci St Johna, które wyszły z ust Newmana oraz dyspozycja wydana piętnaście lat później, by złożyć jego ciało w mogile przyjaciela. Odpierając te zarzuty ks. Ker przywołał m.in. prywatne listy i pamiętniki kardynała, których treść nie tylko przeczy oskarżeniom, ale jest wręcz świadectwem heteroseksualności wiktoriańskiego konwertyty. W 1816 roku Newman, jako bardzo młody człowiek, jeszcze ewangelikalny anglikanin, z wielką tęsknotą pisał o małżeństwie dając wyraz swym obawom, czy tańce i zabawy z dziewczętami nie stają się dla niego zbyt dużą pokusą do – jak to określił – przypadkowej bliskości. Później, jako człowiek dorosły i skłaniający się ku anglokatolicyzmowi, pisał o głębokim lęku przed poświęceniem i ofiarą, jaką stanowiły dla niego rezygnacja z małżeństwa i trudy życia w celibacie, do którego czuł się jednak wezwany.

Ustosunkowując się do oskarżeń, których autorzy podnosili kwestię zażyłości łączącej kardynała z ojcem St Johnem i dyspozycji dotyczącej pochówku w jego grobie, ks. Ker wyjaśnił, iż trudno czynić Newmanowi zarzut z głębokiego żalu po śmierci przyjaciela, tym bardziej – co niezwykle ważne – że czuł się tej śmierci winny. Kardynał zlecił bowiem ks. St Johnowi tłumaczenie książki o papieskiej nieomylności napisanej przez austriackiego biskupa Josepha Fesslera i nalegał na rychłe zakończenie przekładu – książka potrzebna była mu do obrony nowo ogłoszonego dogmatu przed atakami protestantów, szczególnie Williama Gladstone’a. Tempo prac wyczerpało ks. Ambrose’a i przyczyniło się do jego rychłego zgonu. Nad grobem przyjaciela Newman wypowiedział słowa, które później, już w XXI wieku, posłużyły jego wrogom: „Myślałem, iż żadna żałoba nie może równać się tej po stracie męża czy żony, lecz trudno mi uwierzyć, by jakakolwiek żałoba lub czyjkolwiek smutek mógłby być większy niż mój”. A przecież trzeba uczciwie powiedzieć, że zarówno słowa, jak i testamentalna dyspozycja zostały wypowiedziane w czasach, gdy nawet pojęcie czułej przyjaźni było zupełnie wolne od jakichkolwiek seksualnych skojarzeń. W epoce wiktoriańskiej nie było niczego niezwykłego w dzieleniu przez przyjaciół tego samego grobu. „Newman – pisze jego biograf – nie wydałby takiej instrukcji, gdyby mógł przypuszczać, że kiedyś może zostać jej nadane znaczenie inne niż było to w rzeczywistości. Również władze kościelne nigdy nie pozwoliliby na wspólny pochówek, gdyby wzbudzał on najmniejsze takie podejrzenia. Jak się wydaje, gest ten był w ich rozumieniu zupełnie niewinny, by nie powiedzieć godny pochwały”. Ponadto instrukcja nie jest tylko świadectwem obyczajów epoki wiktoriańskiej – we wszystkich czasach kolejne pokolenia zakonników chowane były w grobach braci, którzy ich poprzedzili. Podobnie było w tym przypadku. Kto nawiedził grób kardynała w Rednal, wie, że znajduje się on na niewielkim cmentarzyku mieszczącym się na posesji przyległej do domu zakonnego. Wraz z rozwojem wspólnoty groby musiały być współdzielone, a z tej perspektywy prośba Newmana, by zostać pochowanym w grobie przyjaciela zyskuje zupełnie inne znaczenie.

Na uwagę zasługuje również fakt, że John Henry Newman, konwertyta z anglikanizmu, który wzbudził wśród Anglików tak duże kontrowersje i zyskał wśród nich tak wielu wrogów, nie był za swego życia i jeszcze pół wieku po śmierci, obiektem podobnych ataków. A przecież w oczach wielu uchodził za zdrajcę opłacanego przez rzekomo wrogie Brytanii papiestwo i gdyby współcześni dostrzegli jakiekolwiek powody, by móc zarzucić mu nieobyczajności, to z pewnością by to uczynili – trzeba pamiętać, że w XIX-wiecznej Anglii czyny homoseksualne były sprzeczne z prawem, powszechnie potępiane i ścigane (Oskar Wilde za uwiedzenie młodego lorda Alfreda Douglasa, syna markiza Queensberry, został skazany na dwa lata ciężkich robót w podlondyńskim więzieniu w Reading). Jednak nic takiego nie miało miejsca, a pierwsza wzmianka na ten temat pojawiła się 40 lat po śmierci kardynała w wydanej w 1933 r. wątpliwej wartości książce freudowskiego psychobiografa Geoffreya Fabera zatytułowanej Oxford Apostles. A Character Study of the Oxford Movement.

Cóż, Kościół jest oczywiście w stanie przyjąć, że jeden czy drugi święty mógł – w zależności od epoki i modelu kulturowego, w którym żył – przejawiać jakiś rodzaj fascynacji osobami tej samej płci. Mógł to być zachwyt intelektualny w relacjach ucznia i mistrza, miłość braterska, ale także głęboka męska przyjaźń. Nikt przy tym nie twierdzi, że nie zdarzały się przypadki, w których te wzniosłe uczucia były wystawiane na próbę przez pokusy przeciwne naturze. Problemem jest imputowanie stylu życia i czynów, do których człowiek na pewnym poziome rozwoju duchowego, intelektualnego, a także wrażliwości estetycznej po prostu nigdy, przenigdy by się nie posunął!

Obrona czci bł. kard. Jana Henryka Newmana i ks. Ambrose’a St Johna zakończyła się sukcesem. Kardynał został beatyfikowany i dziś, po zaledwie kilku latach, chyba już nikt w Anglii nie pamięta o stawianych zarzutach, a ci którzy pamiętają, wiedzą dobrze jak były absurdalne. Mam nadzieję, że w Polsce znajdą się odpowiednio zdeterminowani obrońcy czci bohaterów ruchu oporu i za jakiś czas nikomu nie przyjdzie do głowy powtarzać podobnych bredni na ich temat.

Jacques Blutoir

---------------------
* Bp J. Fessler (1813-1872), ordynariusz austriackiego Sankt Pölten, sekretarz I Soboru Watykańskiego i uznany patrolog, był autorem wydanej w Wiedniu w 1871 r. pracy Die wahre und die falsche Unfehlbarkeit der Päpste, której przekład na język angielski zatytułowany The True and False Infallibility of the Popes ukazał się w Londynie w 1875 r.