06.01.2011

Hymni Ecclesiae



Trzymam w ręku zbiór Hymni Ecclesiae bł. Jana Henryka kard. Newmana. Książka po raz pierwszy została wydana w Oksfordzie w 1838 r., gdy autor był jeszcze anglikaninem (mój egzemplarz pochodzi z r. 1865). „Hymny” to część dziedzictwa anglokatolickiego – Newman wydał je, gdy ruch oksfordzki był w rozkwicie. Co interesujące, jego przedmowa do części pierwszej (PARS I E BREVIARIO PARISIENSI) zredagowana w języku ojczystym jest o wiele łagodniejsza dla anglikańskich, protestanckich współbraci, niż łacińska przedmowa do części drugiej (PARS II E BREVIARIIS ROMANO, SARISBURIENSI, EBORACENSI ET ALIUNDE), w której Newman pisze:

„Człowiek roztropny nie będzie uważał, że coś jest przestarzałe tylko dlatego, ze jest stare, ani nie uzna za fałszywe tego, co obce. Taki zaś błąd w najlepszej woli popełnili nasi przodkowie, gdy układali modlitwy w oślepiającym ferworze tego, co zwano reformacją – wówczas szalejącą w całym Kościele. Nadali modlitwom nowe formy podług własnych przeświadczeń. Modlitw tych nie oparli na niczym, co mogłoby płynąć z badania modlitw innych ludzi, lecz pisali powodowani siłą własnego entuzjazmu. W pozostałych swych działaniach kierowali się nieuporządkowaną filozofią i dopuścili rzeczy, którym wyraźnie brakowało świętości i które były jednako naganne. Stąd owe obrzędy i ceremonie, których teraz używamy, stąd nasz porządek liturgiczny i z tych właśnie źródeł bierze początek zarówno kształt naszego nauczania jak i zasady naszego kultu”.

Lektura słów kard. Newmana każe pochylić się nad anglikańskim dziedzictwem liturgicznym, które ma zostać włączone – po stosownych korektach – do liturgicznego dziedzictwa Kościoła Powszechnego. Owszem, trudno odmówić piękna psalmom przetłumaczonym na język angielski przez abp. Cranmera, a będących obecnie częścią Book of Common Prayer, czy przekładowi Biblii dokonanemu na zlecenie króla Jakuba Stuarta (The Authorized King James Version), należy jednak zastanowić się w jakim stopniu dzisiejsze instytucje Kościoła katolickiego, którego „zwykła forma” liturgii pozostawia wiele do życzenia w dziedzinie doktrynalnej jasności, są w stanie dokonać krytycznego, surowego przeglądu ksiąg anglokatolickich? Oczywiście trzeba mieć nadzieję choćby była ona ufundowana na lichych podstawach.

Interesujące, że ów krytyczny komentarz kard. Newmana dotyczący powstawania protestanckiej liturgii doskonale pasuje do wydarzeń, które miały miejsce w latach 60. XX wieku w Kościele Rzymskim. Wystarczy w drugim zdaniu cytatu zamienić „przodkowie” na „eksperci liturgiczni”, a „reformacją” na „reformą liturgiczną”, by okazało się, że jest to znakomity komentarz do prac komisji posoborowych. I tylko – gdy przywołać postać arcybiskupa Bugniniego – owa „najlepsza wola” wydaje się bardzo wątpliwa.

Cóż, słowa Newmana często zdają się bardziej aktualne w czasach dzisiejszych, niż były wówczas, gdy je pisał. I tak cuda intelektualne dorównują medycznym.

A Hymni Ecclesiae trafiły w moje ręce dzięki wizycie w antykwariacie książkowym w Horncastle. Co ciekawe poprzedni ich właściciel, niejaki Charles Habgood (jak głosi ex libris) zrobił mi prezent tłumacząc na język angielski wspomnianą łacińską przedmowę. Wykaligrafował ją pełnym gracji pismem i wkleił do książki zyskując moją, człowieka z łaciną ledwie zaznajomionego, głęboką wdzięczność.


Pomyśleć, że w Horncastle, naprawdę niewielkim miasteczku w rolniczej części hrabstwa Lincolnshire, można znaleźć aż trzy sklepy, które nie są typowymi charity shops oferującymi stare kryminały, romanse i książki kucharskie, ale całkiem dobrze zaopatrzonymi książkowymi antykwariatami. 

 Jakub Pytel