02.11.2009

Requiem aeternam.

Relacja ze spotkania Benedykta XVI z prezydium Międzynarodowej Federacji Una Voce skłoniła mnie do przypomnienia postaci zmarłego przed czterema laty dra Erica de Saventhem (wł. Ericha Vermehren de Seventhem) – pierwszego przewodniczącego tego międzynarodowego katolickiego stowarzyszenia.

Zarówno on, jak jego następca, Michael Davies (również nieżyjący, którego już w blogu wspominałem), byli konwertytami z protestantyzmu. Katolicyzm był więc dla nich aktem wyboru, świadomą decyzją. Nie dziwi więc ich szczególna wrażliwość i zaangażowanie, by chronić Kościół od wpływu Jego wrogów i ich błędnych doktryn. Tych samych, które w młodości odrzucili, a którymi katolicyzm jest infekowany (w większości za sprawą różnych „użytecznych idiotów”).

Cieszę się, że przed laty dane mi było spotkać doktora de Saventhem. Miało to miejsce w Roku Jubileuszowym w Rzymie. Pamiętam, że nosił wówczas żałobę po śmierci swojej żony Elizabeth. Nie rozmawiałem z nim osobiście, nie pozwalały na to ani moje skromne umiejętności językowe, a nawet gdyby, to pewnie i tak nie miałbym śmiałości. Tak, czy inaczej, nas, Polaków, powitał bardzo serdecznie. Z przemówienia zapamiętałem, że jego dewizą był cytat z marszałka Focha, który brzmiał: „Zwycięstwo należy do tych, którzy wystoją piętnaście minut dłużej niż przeciwnik”. Eric de Saventhem wystał. Zmarł 25 kwietnia 2005 roku, tydzień po wyborze Benedykta XVI na Tron Piotrowy.

---*---

Erich Vermehren de Saventhem urodził się w 1919 roku w rodzinie należącej do patrycjatu Lubeki. Był najmłodszym z trójki dzieci. Po dojściu nazistów do władzy w Niemczech jego rodzina została uznana za politycznie niepewną, a Erich – nie będący członkiem Hitlerjugend – za „nienadającego się do reprezentowania niemieckiej młodzieży”. Właśnie dlatego, mimo iż był stypendystą Rhodes Scholarship, uniemożliwiono mu wyjazd na studia w Oksfordzie.

Młody Vermehren przyjął religię katolicką wkrótce po tym, jak zrobiła to jego siostra Isa (warto dodać, że została ona wydalona ze szkoły po tym, gdy odmówiła oddania honorów sztandarowi NSDAP). De Seventhem ożenił się z hrabiną Elsbeth Plettenberg pochodzącą z jednej z tradycyjnie katolickich niemieckich rodzin arystokratycznych. Jej rodzice byli represjonowani przez Gestapo za kolportaż zakazanej w Rzeszy encykliki Piusa XI Mit brennender Sorge, w której papież poddawał krytyce ideologię narodowego socjalizmu. Plettenbergowie znaleźli się nawet w więzieniu i tylko zdecydowanie i odwaga córki uchroniły ich od zesłania do obozu koncentracyjnego - Elsbeth nie uległa groźbie oskarżenia o działalność wywrotową i skutecznie użyła międzynarodowych koneksji swojej rodziny, by ratować rodziców.

Działalność antynazistowska małżeństwa Vermehrenów sprawiła, że z czasem zaczęli czuć się w Niemczech zagrożeni. Erich został wykluczony z służby wojskowej z podobnych powodów jak wcześniej odmówiono mu prawa do studiów. Udało mu się jednak wyjechać na placówkę Abwehry do Stambułu, która stała się schronieniem dla wielu Niemców krytycznie nastawionych do reżimu nazistowskiego.Pod koniec 1943 roku placówka ta służyła admirałowi Canarisowi do przygotowywania wstępnych negocjacji z zachodnimi aliantami. To tam były kanclerz Niemiec, Franz von Papen, kuzyn Elsbeth, pełni funkcję ambasadora III Rzeszy. To on, również z inspiracji arcybiskupa Spellmana (późniejszego kardynała), podejmował rozmowy z Amerykanami.

Erich Vermehren na placówce w Stambule przebywał sam. Elsbeth została w Niemczech będąc faktycznie zakładnikiem Gestapo. Podczas urlopu Ericha ustalili, że muszą opuścić Niemcy i dlatego żona powinna mu towarzyszyć w drodze powrotnej do Turcji. Aby móc wyjechać Elsbeth uzyskała od przyjaciół z Ministerstwa Spraw Zagranicznych oficjalną misję do Stambułu. Ucieczka udała się, choć nie bez trudności. Elsbeth została zatrzymana przez funkcjonariuszy Gestapo w Bułgarii, jednak dzięki interwencji tamtejszego ambasadora Rzeszy (związanego z rodziną Plettenbergów) została zwolniona i udała się do Stambułu jako kurier dyplomatyczny niemieckiej ambasady w Sofii.

Erich na początku stycznia 1944 roku nawiązał współpracę z Nicholasem Elliottem, oficerem brytyjskiego kontrwywiadu. Po lipcowym zamachu na Hitlera, aresztowaniu Canarisa i przejściu Abwehry pod jurysdykcję Himmlera, wezwany do Berlina postanowił zastosować się do rozkazu, aby nie narażać rodziny na represje. Plany pokrzyżowała mu brytyjski wywiad, który nie chciał tracić cennego współpracownika. Agenci Inteligent Service uniemożliwil mu wyjazd z Turcji i złożyli "propozycję nie do odrzucenia" - upozorowanie uprowadzenia. Vermehrenowie nie mieli wyboru. Mimo to kilka dni później aresztowano niektórych członków ich rodzin. Rodzice Ericha, starszy brat Michael i siostra Isa, a także Gizela, najmłodsza siostra Elżbiety zostali internowani w obozach koncentracyjnych. Zrządzeniem Opatrzności wszyscy przeżyli wojnę. Wermehrenowie zostali przerzuceni do Wielkiej Brytanii via Egipt i Gibraltar.

Po zakończeniu wojny Vermehrenowie postanowili osiąść na stałe w Anglii. Odtąd znani byli jako Eric i Elizabeth de Saventhem. W powojennej brytyjskiej rzeczywistości trudno było im się odnaleźć, tym bardziej, że oboje byli obywatelami wrogiego, okupowanego kraju. W końcu Erich uzyskał posadę nauczyciela w Worth Priory, w prowadzonej przez benedyktynów szkole podstawowej. Przez pewien czas mieszkał także w pobliżu londyńskiego Brompton Oratory. W końcu, po pięciu latach biedy znalazł dobrze płatną pracę brokera w Lloyds Bank. Z czasem zyskał reputację specjalisty w dziedzinie wielkich projektów inżynieryjnych i kierował oddziałem firmy w Zurychu. Przez pewien czas mieszkał w Paryżu, by później osiąść na stałe w domu nad brzegiem Jeziora Genewskiego.

Eric de Saventhem od zakończenia obard Soboru Watykańskiego II bardzo aktywnie przeciwdziałał modernizacji Kościoła katolickiego domagając się zachowania klasycznego rytu liturgii. Był jednym z ojców założycieli i pierwszym prezesem Una Voce Internationalis. Od 1982 roku poświęcił się tej działalności całkowicie i ograniczył ją dopiero w roku 2000, po śmierci żony. Również wtedy powrócił do Niemiec, by dożyć swych dni u boku rodziny.