Artykuł wydał mi się interesujący również dlatego, że pokazuje jak ważną rolę we właściwie rozumianych działaniach ekumenicznych pełni realizowana właśnie „benedyktyńska” reforma reformy. Oto:
Przed kilkoma miesiącami byłem świadkiem małego cudu: mój anglikański przyjaciel przystąpił do Kościoła. Był to cud ponieważ ów przyjaciel niewzruszenie stał na stanowisku, że nie chce być “rzymski” pomimo swojej miłości do tradycyjnej katolickiej liturgii. Na przemianę jego serca złożyło się wiele czynników, ale wyjaśnieniem dlaczego nagle zdobył się na ten krok są dwa słowa: Benedykt XVI.

I wtedy nadszedł czas Benedykta XVI. Nie chcę powiedzieć, że Jan Pawel II nie dbał o kult – regularnie piętnował nadużycia liturgiczne – ale obserwatorom wewnątrz, jak i na zewnątrz Kościoła wydawało się, że nic takiego się nie miało miejsca. Dla kontrastu, obecny Ojciec Święty jasno daje do zrozumienia, że biskupi i księża muszą w trybie pilnym przywrócić liturgii należną powagę. I tak, choć to, co w Summorum Pontificum zostało zapisane drobnym drukiem wciąż jest lekceważone przez wielu biskupów, nie ulega wątpliwości, że Benedyktowi XVI skutecznie udało się uwolnić dawną formę rytu rzymskiego.
Czy jest przypadkiem, że “benedyktyńska” reforma liturgii zbiega się z marszem Wspólnoty Anglikańskiej ku nieuniknionej schizmie? Nie byłoby dla mnie niespodzianką, gdyby Joseph Ratzinger, stary znajomy anglikańskich konserwatystów, postrzegał oba procesy jako opatrznościowe. Jego liturgiczna odnowa jawi się jako generalne porządki przed wizytą gości. Aby nie popełnić żadnego błędu papież Benedykt chce “wpuścić” anglikanów w jak największej liczbie. Taka konwersja byłaby owocem raczej, niż niepowodzeniem, projektów ekumenicznych (choć należy dodać, że papież pragnie również pogłębienia solidarności z nie-katolikami, którzy nie mają konwersji w swoich planach).

Najważniejsze, by nie stracić szansy danej przez niebiosa. Wśród katolików i konserwatywnych anglikanów panuje powszechne przekonanie, że Kościół [katolicki] w Anglii i Walii nie zrobił wystarczająco wiele, by przyjąć uchodźców z Kościoła Anglii po tym, gdy w 1992 roku zaczęto w nim ordynować kobiety. Choć – jak się wydaje – być może po prostu ówczesne warunki temu nie sprzyjały. [Katoliccy] biskupi Anglii i Walii nie byli dobrze nastawieni do „mizoginicznych” tradycjonalistów, jak byli oni niesprawiedliwie przedstawiani; standard katolickiej liturgii był cały czas niski, a anglokatolicyzm, mimo podziału i niepowodzeń, cały czas zachowywał ducha walki.
W tej chwili ruch katolicyzujących anglikanów się rozpada. Liberalne duchowieństwo z “Kościoła Wysokiego” po cichu zarzuciło swój sprzeciw wobec kapłaństwa kobiet, porzuciło zasady, ale zachowało ornaty. Zaakceptowano większość otwarcie homoseksualnych duchownych, którzy byli problemem jeszcze w latach dziewięćdziesiątych. I tak konserwatywni anglokatolicy przestali się nadal identyfikować z Kościołem Anglii traktującym ich jak nie całkiem zdrowych na umyśle.
Co do naszych katolickich biskupów, to mają teraz więcej sympatii dla anglokatolickich rozterek. Nominacja arcybiskupa Vincenta Nicholsa do Westminsteru jest wydarzeniem znaczącym, choć nigdy nie był on ani “tradycjonalistą”, ani nie angażował się w dialog liberalnych katolików i liberalnych anglikanów, który okazał się marnowaniem czasu po rozpoczęciu ordynacji kobiet, gdy ponowne zjednoczenie stało się niemożliwe. Jednak, jako niedawno mianowany biskup Westminsteru, zdążył już dyskretnie utorować drogę do Rzymu co najmniej jednemu anglikańskiemu duchownemu i nie ma powodu, by sądzić, że nie będzie tak czynił nadal.
Decydującą zmianą jest to, że obecny papież – inaczej niż jego poprzednik – ceni konserwatywną anglokatolicką tradycję i jest otwarty na pomysł, by doktrynalnie ortodoksyjni anglikanie mogli konwertować jako całość, wnosząc ze sobą duchowy dar. Jest też świadomy, że choć praktyczne trudności związane z takim krokiem (lub serią kroków) są ogromne, to katolickie ekumeniczne lobby nie będzie go zniechęcać, bo – nawet teraz – stara się on zdobyć sympatię liberalnych anglikanów.

Nie ma najmniejszych szans, by Hepworth wykonywał w Kościele posługi biskupie, ale on i wszyscy jego biskupi uroczyście podpisali Katechizm Kościoła Katolickiego jako preludium do możliwej grupowej konwersji. A to co jest naprawdę ważne dla Kongregacji Doktryny, to wiedza, że TAC jest teraz jednoznacznie prawowierna w całym swym nauczaniu. Watykańscy ekumeniści mogą być oczywiście pod wrażeniem kulturowego katolicyzmu arcybiskupa Canterbury, ale najbliższa Ojcu Świętemu Kongregacja wie, że dr Williams przenigdy nie podpisze katechizmu, ponieważ odrzuca wiele zawartych w nim nauk.
