06.01.2014

Bł. J. H. kard. Newman, Kazanie na Boże Narodzenie




I anioł rzekł do nich: „Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan” (Łk 2, 10,11).

Pokora i radość – oto dwie główne lekcje, które płyną dla nas z dzisiejszego święta. Jest to dzień, kiedy szczególniej stawia się przed nami tę niebiańską doskonałość i ten stan, który czyni człowieka miłym w oczach Boga – i który jest lub może być udziałem większości ludzi – stan pokornego i ukrytego życia oraz towarzyszącej mu radości. Jeżeli przejrzymy pisma historyków, filozofów i poetów tego świata, odniesiemy wrażenie, że to ludzie wielcy są szczęśliwi. Nasze myśli i serca skierują się ku temu, co wyniosłe. Skoncentrujemy się na dziwnych kolejach losu i szczególnych zdolnościach radzenia sobie z tymiż; na pamiętnych bojach i zmaganiach, i na przeznaczeniu do wielkości. Zaczniemy uważać, że wspaniałość życia polega na szukaniu dobra – nie zaś na radowaniu się z jego posiadania.


A jednak, kiedy zastanowimy się nad dzisiejszą uroczystością oraz nad wydarzeniem, które upamiętnia, otworzy się przed nami nowa i zupełnie inna perspektywa. Przypomniano nam bowiem, że choć to życie będzie z konieczności pełne trudu i znoju, to jednak, ściśle mówiąc, nie musimy poszukiwać już tego, co jest naszym najwyższym dobrem – ponieważ zostało ono przyniesione dla nas [z góry] i znajduje się blisko nas. A jest nim zstąpienie na ten świat Syna Bożego z łona Ojca. Dobro to przechowuje się dla nas tu, na ziemi. Ci, którzy gorąco łakną prawdy, nie muszą więcej w trudzie poszukiwać tego, co jawi im się jako wartość najwyższa. Nie potrzebują, jak w czasach pogańskich, wędrować i narażać się na niebezpieczeństwa w pogoni za tą nieznaną szcześliwością, której w sposób naturalny pożądają ich serca. Tekst zwraca się do nich i do wszystkich innych: „Dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan“ .

Nie musimy już uganiać się za rzeczami, które nasz próżny świat uważa za dobre i szlachetne. Chrystus bowiem odebrał wszelką wartość temu, co w poważaniu u świata, kiedy przyjął tę rangę i to miejsce w hierarchii, którymi świat doczesny pogardza. Żaden los nie mógł być zwyklejszy ani niższy niż ten, który Syn Boży wybrał dla siebie. A zatem to są te dwie lekcje, które niesie ze sobą Uroczystość Bożego Narodzenia: zamiast troski wewnątrz oraz głębokiego smutku na zewnątrz, zamiast znojnego poszukiwania wielkich rzeczy – radość i wesołość; i to pośród tych przyziemnych i zwyczajnych okoliczności życia, które ten świat lekceważy i które ma za nic.

Rozważmy dokładniej tę piękną historię, do której należy przytoczony tekst.

Po pierwsze, co czytamy przed dzisiejszą lekcją [Ewangelii]? – to, że tej nocy jacyś pasterze trzymali straż przy swoich stadach i że ukazali się im aniołowie. Dlaczego jednak miałyby się im ukazać hufce anielskie? Co takiego w owych pasterzach zwróciło uwagę aniołów i Pana Zastępów? Czy pasterze ci posiadali jakąś szczególną wiedzę; czymś się wyróżniali? Czy byli możni i potężni? Czy słynęli z pobożności lub uzdolnień? Nie istnieje żaden przekaz, który kazałby nam tak sądzić. Możemy bezpiecznie przyjąć, że posiadali jakąś wiarę - przynajmniej niektórzy z nich („bo temu, który ma, będzie dodane”). Nic jednak nie wskazuje na to, że byli bardziej święci i że mieli więcej [duchowego] światła aniżeli inni dobrzy ludzie tamtych czasów, oczekujący nadejścia pocieszenia dla Izraela. Co więcej, nie ma powodów, by przypuszczać, że pasterze ci byli lepszymi ludźmi niż inni znajdujący się w podobnych warunkach życiowych: owszem, byli prości, bojący się Boga, lecz bez jakiejś szczególnie rozwiniętej pobożności czy ukształtowanych nawyków religijnych. Dlaczego zatem zostali wybrani? – dlatego, że byli biedni i nieważni. Wszechmogący Bóg spogląda na biednych i nisko urodzonych z pewnego rodzaju szczególną miłością lub, jak by to można określić, upodobaniem. Możliwe, że człowiek – upadłe, zależne od innych i nędzne stworzenie – jest na właściwym miejscu w poniżeniu i biedzie; natomiast władza i bogactwa, choć ich posiadanie w przypadku niektórych jest czymś nieuniknionym, są dla człowieka tylko nienaturalnym dodatkiem. Tak jak istnieją nieatrakcyjne (lecz niezbędne) zawody i profesje i chociaż korzystamy z usług tych, którzy w nich pracują (tym większym ich darząc szacunkiem), to jednak czujemy się szczęśliwi, że sami nie musimy ich wykonywać. I podobnie, jak żywimy wdzięczność i szacunek dla żołnierskiego rzemiosła, chociaż sami nie mamy w nim upodobania, tak też małość i pokora milsze są w oczach Boga aniżeli wielkość – ta bowiem mniej do nas pasuje.  

A zatem to pasterzom, wybranym dla ich niskiej pozycji, przekazana została wieść o narodzinach Pana; i to im dano poznać tajemnicę nieznaną książętom tego świata.

Jakiż kontrast jawi się naszym oczom, gdy zważymy, kim byli wysłannicy Boga. Oto z Jego  rozkazu poselstwo do pasterzy sprawują sami potężni aniołowie. Spotykają się najwyższe i najniższe z Bożych stworzeń rozumnych. Oto grupa biednych, borykających się z losem, wystawionych na zimno i ciemności nocy ludzi, którzy strzegą swoich stad przed drapieżnikami i rabusiami. Ich myśli wypełniają wyłącznie rzeczy przyziemne, a oni, z psami u boku, zajmują się przeliczaniem stad, nasłuchując głosów na równinie, martwiąc się pogodą i wyczekując nadejścia dnia. I nagle nawiedzają ich przybysze tak bardzo rożni od tych, których mogli oczekiwać. Wiemy, jak ciasny i ograniczony jest horyzont myślowy takich ludzi; jak małe i zwyczajne są przedmioty, czy raczej jedna lub dwie rzeczy, które, stale i niezmiennie zajmują ich umysły. Ludzie wystawieni na upał, zimno i deszcz, cierpiący głód i nagość, znoszący trudy i niewolę przestają się właściwie troszczyć o cokolwiek, a ich życie - bez uczuć, a tym bardziej refleksji – biegnie do przodu w sposób nieledwie mechaniczny.

Takim to ludziom ukazał się anioł – aby otworzyć ich umysły, aby pouczyć ich, że nie muszą żyć w smutku i niewoli tylko dlatego, że zajmują niskie miejsce w świecie. Przyszedł do nich, jak gdyby chciał pokazać, że Bóg wybrał biednych tego świata na dziedziców swego królestwa i w ten sposób okazał szacunek dla ich [ciężkiego] losu. Powiedział im: „Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan”.

A teraz druga nauka, która, jak powiedziałem, płynie z dzisiejszego Święta. Już przez sam fakt ukazania się pasterzom Anioł uczcił i wywyższył pokornych i nisko urodzonych. Następnie przez ogłoszoną im dobrą nowinę pouczył ich, że powinni się radować. Objawił im rzeczy tak wzniosłe i nie na miarę tego świata, że zrównał tych, co wysoko i tych, co nisko, bogatych i biednych, jednych z drugimi. Powiedział im: „Nie bójcie się“. Zwrot ten, jak może zauważyliście, często pojawia się w Piśmie Świętym – jak gdyby człowiek potrzebował tego rodzaju zapewnienia i wsparcia, zwłaszcza, gdy staje w Bożej obecności. Anioł rzekł im, „Nie bójcie się“, gdy zobaczył, jak bardzo jego obecność przestraszyła pasterzy. Nawet mniejszy cud, co zrozumiałe, wzbudziłby w nich lęk. Dlatego anioł powiedział: „Nie bójcie się“. Jest czymś naturalnym, że odczuwamy strach przed posłańcami z innego świata. Nasze sumienia są bowiem niespokojne, jeśli pozostawić nas samych sobie. Myślimy wtedy, że przybycie takiego posłańca zwiastuje jakieś nieszczęście. Poza tym, w tak niewielkim stopniu uświadamiamy sobie istnienie świata niewidzialnego, że gdyby anioł lub jakiś duch pojawił się przed nami, bylibyśmy wystraszeni z powodu naszej niewiary – ponieważ nasze umysły pojęły jakąś prawdę, której wcześniej nie rozumieliśmy. Tak więc z tego czy innego powodu pasterze byli wylęknieni, gdy rozbłysła wokół nich chwała Boża. I anioł rzekł im: „Nie bójcie się“. Odrobina religii powoduje, że się boimy, ponieważ niewielka ilość światła rzucona na nasze sumienie ujawnia  [tkwiącą w nas] ciemność – nic, tylko niedola, cierpienie i strach. Rozlewająca się chwała Boga wzbudza strach. Jego świętość, wielkość Jego przykazań i wiążące się z nimi trudności, ogrom Jego potęgi, niezawodność Jego słowa przerażają grzesznika. Inni zaś, widząc, że się boi, myślą, że to religia doprowadziła go do tego stanu – chociaż ten nawet nie zaczął być człowiekiem religijnym. To ludzie uważają go za religijnego, gdy on jedynie doświadcza wyrzutów sumienia. Ale religia jako taka nie tylko nie wzbudza strachu i przerażenia, lecz głosi ustami anioła: „Nie bójcie się“, takie jest bowiem Jego miłosierdzie. Wszechmogący Bóg rozlał wokół nas swoją chwałę, ale chwała ta niesie nam pocieszenie, jest to bowiem światło chwały Bożej na obliczu Jezusa Chrystusa (por. 2 Kor 4; 6). W ten sposób posłaniec Boży złagodził oślepiającą jasność Ewangelii w noc pierwszego Bożego Narodzenia. Chwała Boża najpierw przestraszyła pasterzy, dlatego anioł dodał dobre słowo, aby wprowadzić ich w bardziej odpowiedni, szczęśliwszy nastrój. A wtedy pasterze rozradowali się.

I anioł rzekł: „Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan“. A gdy skończył mówić,nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami: Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania“. Oto słowa, które posługujące Chrystusowi i Jego świętym błogosławione duchy  skierowały w tę noc łaski do pasterzy: aby wydźwignąć ich z przygnębienia wywołanego zimnem i głodem, aby napełnić ich wielką radością i pouczyć, że Bóg miłuje ich tak samo jak największych ludzi na ziemi. A nawet więcej, bowiem to im najpierw obwieścił, co się wydarzyło tej nocy. Oto Syn Boży przychodzi na świat – o takich wydarzeniach powiadamia się bliskich przyjaciół, tych, których kochamy, tych, którzy bądą się z nami współradować – nie zaś obcych. Wszechmogący Bóg nie mógł być bardziej wpaniałomyślny i wyraźniej okazać swojej łaski pokornym i tym, którzy nie mają przyjaciół, jak tylko spiesząc się (jeżeli wolno mi użyć takiego wyrażenia), by powierzyć tę wielką i radosną tajemnicę pasterzom czuwającym w nocy przy swoich stadach.

Wówczas anioł udzielił im pierwszej nauki o pokorze przemieszanej z radością. Lekcja nieskończenie wspanialsza zawarta jest jednak w samym wydarzeniu, o którym anioł powiadomił pasterzy – w narodzinach Świętego Dziecieciątka Jezus. Ogłosił to w następujących słowach: „Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie“. Otóż, pasterze słysząc, iż Mesjasz Boga przyszedł na świat, niewątpliwie poszukiwaliby go w królewskich pałacach, nie umieliby bowiem wyobrazić sobie, że stanie się On jednym z nich, ani że będą mogli się doń zbliżyć. Dlatego anioł powiedział im, gdzie Go znajdą – nie tylko po to, aby dać im znak, lecz także, aby udzielić im lekcji.

„Pasterze zas mówili nawzajem do siebie: Pójdźmy do Betlejem i zobaczmy, co się tam zdarzyło i o czym nam Pan oznajmił“. Pójdźmy wraz z nimi, by oglądać ów drugi, większy cud, ogłoszony im przez anioła: narodziny Chrystusa. Św. Łukasz mówi o Błogosławionej Dziewicy: „Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie“. Jakiż to wspaniały znak dla całego świata! Dlatego anioł powtórzył to samo pasterzom: „Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie“. Bóg Nieba i ziemi, Logos Boga, który od początku przebywał w chwale z odwiecznym Ojcem, teraz narodził się w grzesznym świecie jako niemowlę; teraz spoczywal w ramionach swojej Matki, bezradny, jak się zdawało, i słaby, owinięty przez Maryję w pieluszki i ułożony do snu w żłobie. Syn Boga Najwyższego, Stwórca Wszechświata, stał się ciałem nie przestając być tym, kim był wcześniej. Stał się ciałem tak prawdziwie, jak gdyby przestał być tym, kim był i naprawdę przemienił się w ciało. Uniżył się, aby stać się dzieckiem Maryi, by śmiertelna kobieta mogła brać Go na ręce, by żyć pod czujnym spojrzeniem i czułą opieką Matki. Córa człowiecza stała się Matką Boga — dla Niej był to nie dający się wysłowić dar łaski, ale dla Niego – co za uniżenie! Porzucił swoją chwałę, aby stać się człowiekiem! Stał się nie tylko bezbronnym dzicięciem (choć już to samo było wystarczającym upokorzeniem), ale odziedziczył również wszystkie słabości i niedoskonałości naszej natury – o ile było to możliwe dla bezgrzesznej duszy. O czym myślał – jeżeli wolno zaryzykować tego rodzaju język lub pozwolić sobie na tego rodzaju refleksję o Nieskończonym – gdy po raz pierwszy doświadczył ludzkich uczuć, ludzkich smutkow, ludzkich braków? Jak ogromną tajemnicą, od początku do końca, jest Wcielenie Syna Bożego! Na miarę zaś tego wydarzenia są i łaska, i miłosierdzie towarzyszące Wcieleniu! Jaka zaś łaska – tak wielkie i owoce łaski.

Rozmyślajmy stale o tej wielkiej Tajemnicy, a będziemy mogli orzec, czy jest cokolwiek tak wzniosłego, że nie mogłoby być skutkiem tego cudownego rozrządzenia [Bożego]; czy istnieje jakaś tajemnica równie wspaniała i łaska równie wielka jak te, które zostały nam objawione we Wcieleniu i śmierci Syna Przedwiecznego. Gdyby powiedziano nam, że dzięki Wcieleniu staniemy się jako Serafini; że wstąpimy tak wysoko, jak On zstąpił nisko — czy nadal by to nas przerażało teraz, gdy anioł ogłosił pasterzom nowinę [o narodzeniu Jezusa]? A taki w rzeczy samej jest skutek Wcielenia – o ile bez profanacji można wyrazić to słowami. Pozostajemy ludźmi, ale nie zwykłymi ludźmi, lecz ludźmi obdarowanymi na miarę tych wszystkich doskonałości, które w pełni należą do Chrystusa. W jakimś stopniu każdy z nas uczestniczy w Jego Boskiej naturze – i to tak bardzo, że tylko dlatego, iż to niemożliwe, Jego święci nie są tacy sami jak On: On bowiem jest Stwórcą, oni zaś stworzeniami. A jednak są oni niemal jak On; są tym wszystkim, czym być mogą bez naruszania niewyrażalnego majestatu Najwyższego. Jego władza obdarzania chwałą pozostaje w proporcji do Jego własnej chwały. Kiedy zatem mówimy, że przez Niego staniemy się jako bogowie — choć oznacza to, że znajdujemy się nieskończenie niżej niż nasz wielki Stwórca — to mówimy, że naprawdę będziemy wyżej niż jakiekolwiek byty tego świata; że będziemy więksi od aniołów i archaniołów, Cherubinów i Serafinów. Oczywiście nie tutaj, nie w naszej naturze, lecz w niebie, w Chrystusie. Chrystus jest pierworodnym z naszego rodu, jest Bogiem i człowiekiem, który wstąpił do nieba, wyższy nad wszelkie stworzenie. My zaś dzięki Jego łasce zmierzamy ku tej samej szczęśliwości. Zadatek Jego chwały został nam już dany tu na ziemi. Jeżeli okażemy się wierni, jej pełnię otrzymamy w życiu przyszłym.

Jeżeli zatem tak rzeczy się mają, to płynąca z faktu Wcielenia lekcja radości jest równie wspaniała jak lekcja pokory. Św. Paweł udziela nam takiej lekcji w swoim Liście do Filipian: „To dążenie niech was ożywia: ono też było w Chrystusie Jezusie. On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi” (2; 5-7). Św. Piotr natomiast daje nam lekcję radości: „Wy, choć nie widzieliście, miłujecie Go; wy w Niego teraz, choć nie widzicie, przecież wierzycie, a ucieszycie się radością niewymowną i pełną chwały wtedy, gdy osiągniecie cel waszej wiary - zbawienie dusz” (1P 1; 8, 9).

Bracia, zabierzcie te refleksje ze sobą do waszych domów. Niech w ten świąteczny dzień towarzyszą wam one podczas spotkań rodzinnych i towarzyskich. Jest to dzień radości – więc dobrze być radosnym a źle nie radować się. Na ten jeden dzień odrzućmy ciężar naszych nieczystych sumień i radujmy się doskonałością naszego Zbawiciela, Chrystusa: nie myśląc o sobie i o naszej nieszczęsnej grzeszności, lecz kontemplując Jego chwałę, Jego sprawiedliwość, Jego czystość, Jego majestat, Jego hojnie rozlewającą się miłość. Możemy radować się w Panu i oglądać Go we wszystkich Jego stworzeniach. Możemy cieszyć się Jego doczesnymi darami i, pamiętając o Nim, korzystać z przyjemnych rzeczy tego świata. Przez wzgląd na Niego cieszmy się z obecności naszych przyjaciół, kochając ich przede wszystkim z tego powodu, że On ich umiłował.

„Ponieważ nie przeznaczył nas Bóg, abyśmy zasłużyli na gniew, ale na osiągnięcie zbawienia przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który za nas umarł, abyśmy, czy żywi, czy umarli, razem z Nim żyli (1Tes, 5; 9,10). Prośmy o dar radosnego serca, zrównoważonego charakteru, słodyczy, łagodności i jasnego umysłu - byśmy chodzili w Jego światłości i Jego łasce. Prośmy Go, by dał nam ducha zawsze hojnej, niewyczerpanej miłości, która pokonuje i przezwycięża trudności życia swoim własnym bogactwem i siłą; a przede wszystkim, która łączy nas z Nim – źródłem i ośrodkiem wszelkiego miłosierdzia, łaskawej miłosci i radości.

John Henry Newman, Parochial and Plain Sermons, v. 8, Religious Joy, London 1908, s. 244 – 255; tłum. Paweł K. Długosz