19.07.2010

Londyńska kazamata i protestanckie kłamstwa.

Mieszcząca się przy Tooley St firma rozrywkowa o nazwie „Londyńska kazamata” (London Dungeon) oferuje swoim spragnionym emocji klientom sporą dawkę makabry. Można tam nie tylko mimowolnie – z obrzydzenia czy przerażenia, w ten czy inny sposób – oczyścić organizm, ale także, jak zapewniają właściciele kazamaty, pogłębić wiedzę historyczną. Zapewnienie to jednak budzi spore wątpliwości, bo „London Dungeon” nie jest bynajmniej nowoczesną placówką edukacyjną, ale przedsiębiorstwem funkcjonującym trochę na zasadzie „tunelu strachu” znanego z „wesołych miasteczek” – przeciętny Smith czy Jones może dowie się czegoś o Wielkiej Zarazie, albo początkach chirurgii, ale już profesor Puffin z pewnością padnie rażony mnogością zafałszowań i wykorzystywanych stereotypów dotyczących również, a jakże!, katolików.

Telebimy reklamowe na stacjach londyńskiego metra prezentowały ostatnio reklamę „London Dungeon” przedstawiając królową Marię I (o której pisałem m.in. tutaj), córkę Henryka VIII, katoliczkę, siedzącą na tronie i powoli zamieniającą się w zombie: zapadały się jej oczy, skóra bledła, pokrywała się bliznami itd. – jak to w horrorach. Sprawą zajęła się Advertising Standards Authority (tutejszy odpowiednik polskiej Komisji Etyki Reklamy) i zakazała dalszej emisji, tyle że nie ze względu na szerzenie antykatolickich uprzedzeń, ale po to, by „nie przerażać dzieci”. Rzecznik Merlin Entertainments, właściciela Kazamaty bronił się zresztą, że reklama miała pokazać „ciemną stronę osobowości królowej Marii i ukazać ją jako nikczemnicę” – przecież o katolickich zbrodniach powinny wiedzieć także dzieci.



Oto, co może protestancka propaganda i jak trwałe są czarne legendy. Pomyśleć, że w czasach swego panowania nawet przez protestanckich wrogów Maria I nazywana była „łaskawą księżniczką”. Cóż, rzeczywiście na to miano zasługiwała skoro dwie protestanckie rebelie (podczas jednej o mało nie straciła tronu i zapewne życia) nie skłoniły córki Henryka VIII i siostry Elżbiety I do rządzenia w tak okrutny sposób, w jaki rządzili przedstawiciele jej rodziny. A współcześni nie mieli powodu, by nazywać królową mianem „krwawej” – podczas rządów jej ojca wyrżnięto ponad 70.ooo ludzi, a jej siostra ma na sumieniu zapewne drugie tyle. Tymczasem za czasów Marii skazano na śmierć niewiele ponad 300 osób, a niektórzy buntownicy i zdrajcy znajdywali w jej oczach łaskę (choćby Książę Suffolk, który usiłował osadzić na tronie swą córkę, Jane).

Kiedy więc Maria stała się „krwawą”? 130 lat po swojej śmierci, po roku 1689 i Chwalebnej Rewolucji, gdy władza na trwałe przeszła w ręce protestantów, a prawo i propaganda bardzo zdecydowanie stanęły na straży „protestanckiej sukcesji".