13.05.2009

Przebudzenie i możliwy rozłam w Kościele Szkocji.

W ostatnich dniach jednym z ważniejszych tematów zajmujących szkocką opinię publiczną są kontrowersje dotyczące homoseksualistów – i to w dwóch aspektach: kryminalnym i eklezjalnym.

Wczoraj zapadł wyrok w głośniej aferze pedofilskiej, gdzie sąd skazał szefa propagującej homoseksualizm organizacji LGBT Youth Scotland, Jamesa Rennie i sekretarza dziecięcego klubu Celtic, Neila Starchana na trzy lata pozbawienia wolności za wykorzystywanie seksualne niemowlęcia i pięcioletniego chłopca. Dziś z kolei media donoszą o możliwym rozłamie w Narodowym Prezbiteriańskim Kościele Szkocji, który jest największą wspólnotą religijną w tym kraju. Powodem schizmy może stać osoba jawnego homoseksualisty i pastora zarazem Scotta Rennie (zbieżność nazwisk ze skazanym pedofilem – choc przypadkowa – tylko dolała oliwy do ognia) oraz sprawa zatwierdzenia jego nominacji na urząd duchownego kierującego parafią. Rennie jest rozwodnikiem, ma jedno dziecko i zamieszkuje wspólnie ze swoim „partnerem”.


Ian Watson, duchowny kościoła Szkocji i twórca konserwatywnego, ewangelikalnego ruchu Forward Together zaapelował w swoim niedzielnym kazaniu w Kirkmuirhill Church w Lanark o to, by Kościół Prezbiteriański „nie kształcił, nie ordynował, nie przyjmował i nie powoływał na stanowiska żadnych duchownych uwikłanych w jakiekolwiek relacje seksualne nie będące małżeństwem między mężczyzną i kobietą”. Watson użył przy tym wojennej retoryki i takich przykładów. Odwołał się do zaniechania, którym był brak reakcji na niemiecką aneksję Nadrenii w 1938 roku. Twierdzą, że homoseksualny styl życia jest godny dziecka Bożego – mówił Watsondomagają się, by związki tej samej płci zostały uznane na równi z małżeństwem. Zachwalanie takiego stylu życia innym ludziom jest zaprzeczaniem, że Jezus Chrystus jest naszym jedynym Panem i Władcą. To jest jak łącznie Łaski Bożej z pozwoleniem na niemoralność.

Tacy ludzie nie odziedziczą Krówlestwa Bożego (1 Kor, 6:10). Dlatego musimy stawić im opór. Zapewniam was, że ani mnie, ani innych duchownych o podobnych poglądach nie cieszy konflikt. Ale czy historia niczego nas nie nauczyła? Pamiętajmy Hitlera i zajęcie Nadrenii. Upiekło mu się. Nikt go nie zatrzymał. I tak następna była Austria, Czechosłowacji, potem Polska i dopiero późnie wojna światowa – mówił dalej Watson.

Wystąpienie pokazało jak bardzo podzielony w tej kwestii jest Chuch of Scotland. Wielebny Kenneth MacKenzie, pastor w Crathie Kirk w pobliżu Balmoral, który jest kaznodzieją królowej Elżbiety II, powiedział Timesowi, że jest zasmucony faktem, iz seksualność Rennie’go staje się powodem poważnego sporu i ostrzegł, że schizma może nastąpić jeśli jego nominacja zostanie zatwierdzona. Życie w Kościele może już nigdy nie być takie samo i obawiam się, że znaczna większości kleru i być może większości ludzi może rozważyć opuszczenie Kościoła. Taki rozłam dotknąłby każdą parafię - mówił królewski kaznodzieja.

Ten niepokój MacKenziego podzielają liczni duchowni, także ci akceptujący postawę pastora Renniego, a nawet go popierający. Zaniepokojony sytuacją pastor Lindsay Biddle, kapelan organizacji gejowskiej (sic!) Affirmattion Scotland zaapelował do Watsona: Jeśli nie lubisz homoseksualistów, to twoja sprawa – ale nie używaj Biblii dla usprawiedliwienia swojej opinii (sic!).

Watson powiedział dziennikarzowi Times’a Mikowi Wade’owi: Nie mam wątpliwości, iż konflikt istnieje. Próbuję wyjaśnić, dlaczego jestem w niego zaangażowany. Ludzie mówią do mnie, że to nie jest sprawa, za którą warto umierać, ale myślę że jednak warto podjąć tę walkę. Staramy się bronić historycznej i ortodoksyjnej wiary chrześcijańskiej – mówił Watson – jeśli przestaniemy to robić, to kim się staniemy? Ja jestem człowiekiem zasad.