04.05.2009

Emma Thompson znowu w Brideshead

Na samą myśl wizycie u lekarza w jakiś sposób przechodzą mi wszystkie choroby. Pulmonolog wprawdzie nie boruje w zębach i nie daje bolesnych zastrzyków, jednak niezależnie od specjalizacji personelu wizyta w placówce publicznej służby zdrowia zawsze jest próbą cnót - najczęściej cierpliwości i miłości bliźniego.

Święty Franciszek mówił, że cierpliwości mamy tyle, ile w danej chwili potrafimy okazać, a Bruce Marshall kazał bohaterowi jednej ze swoich książek - kardynałowi zresztą - kochać ludzi ze względu na miłość Chrystusa, jeśli nie potrafi tego zrobić ze względu na nich samych, a kardynał ubolewał, że kandydatów do takiej miłości jest zbyt wielu. Oba te przykłady przychodzą mi na myśl przed gabinetem lekarskim, zwłaszcza, gdy nie zabezpieczę się w lekturę. Jestem wtedy skazany na tzw. prasę kolorową, po którą złamany i zmaltretowany sięgam, choć oczywiście robię to z ostentacyjnym obrzydzeniem. Oczywiście mógłbym w skrytości serca odmawiać różaniec, ale „w takich okolicznościach przyrody” potrzeba do tego wewnętrznego skupienia, którego mi brakuje.


W poczekalni leżał także dodatek do gazety nie bez racji nazwanej przez redaktora Ziemkiewicza „szmatą załganą”. Sięgnąłem po niego i zobaczyłem wywiad Emmą Thompson, lubianą przeze mnie aktorką, która grała w wielu ekranizacjach angielskiej prozy. Ot, choćby w „Okruchach dnia” (The Remains of the Day) i „Powrocie do Howards End” (Howards End), gdzie zagrała u boku Anthonego Hopkinsa, w „Carringtonie”, „Rozważnej i Romantycznej” (Sense and Sensibility) oraz w ekranizacjach dzieł Szekspira.

Ostatni jej film, reżyserowany przez Juliana Jarrolda, jest ekranizacją mojej ulubionej powieści Evlyna Waugh, angielskiego pisarza i konwertyty na katolicyzm, zatytułowanej "Znowu w Brideshead. Bogobojne i bluźniercze wspomnienia kapitana Karola Rydera” (Brideshead Revisited. The Sacred and Profane Memories of Captain Charles Ryder).


Książka Waugh – wspaniała, serial z lat 80. z Jeremy’m Ironsem w roli głównej – bardzo dobry, a film… cóż – bardzo nierówny. Jeżeli ktoś nie zna „Brideschead Revisited” to niech koniecznie najpierw przeczyta książkę, następnie skonfrontuje ją z filmem Jarrolda z jego wadami i zaletami, a następnie obejrzy serial, by zobaczyć w jaki sposób zrobić naprawdę dobrą ekranizację jeszcze lepszej prozy. Taka kolejność wydaje mi się najlepsza.

Wracam do owego dodatku prasowego. Otóż Evlyn Waugh napisał, że jego książka nie jest niczym więcej, jak ukazaniem w jaki sposób łaska boża działa w życiu bohaterów. Z lektury wywiadu wydaje się, że łaska zadziałała także na Emmę Thompson. Nie doszło wprawdzie do spektakularnego nawrócenia, ale choć do próby zrozumienia ludzi religijnych, sposobu ich myślenia, hierarchii wartości, czy motywacji, którymi się kierują. To i tak wiele, bo postać, w którą Thompson się wciela nie należy do szczególnie sympatycznych.

Brideshead Revisited (2008), Trailer:



Oto fragmenty wywiadu, którego aktorka udzieliła Marioli Wiktor:

MW: Jest pani przekorna. No bo jak inaczej powiedzieć, gdy zaprzysięgła ateistka, kobieta obyczajowo wyzwolona podejmuje się zagrania roli ultrakatolickiej arystokratki w filmie „Znowu w Brideshead”?

ET: Owszem, jestem ateistką. Nie zmienił się mój stosunek do religii, choć zrozumiałam, że może ona nieść otuchę i pocieszenie w trudnych momentach życia. To wspaniale jest móc wierzyć (…). Jednak pani miesza dwie różne rzeczy. Największą satysfakcję daje każdemu aktorowi granie wbrew sobie. Chodzi nie tylko o wygląd, ale przede wszystkim o własną osobowość, poglądy, charakter (…).

MW: Lady Marchmain z filmu „Powrót do Brideshead” też jest matką, ale bardzo nietypową.

ET: To niezwykle skomplikowana kobieta. Na pierwszy rzut oka to potwór, nie matka. Zimna, okrutna, despotyczna. Ktoś, kto niszczy szczęście własnych dzieci, ignorując ich indywidualne wybory uczuciowe i moralne. Jednak kiedy zaczęłam studiować tę postać głębiej, zrozumiałam, że lady Marchmain naprawdę szczerze wierzy w to, że tyko życie w całkowitym posłuszeństwie Bogu i przykazaniom Kościoła uchroni jej dzieci przed wiecznym potępieniem i zapewni im zbawienie. Pomyślałam sobie, że – paradoksalnie – ona działa z podobnych pobudek jak ja, kiedy martwię się o moją dziesięcioletnią córkę Gaię i zabraniam jej na przykład przebiegania ruchliwej ulicy w nieoznakowanym miejscu. Wydaje mi się , że jeśli tego nie zrobię, to coś złego jej się stanie, a ja nie będę potem mogła sobie wybaczyć, że jako matka nie zrobiłam wszystkiego, by zniechęcić moje dziecko do takiego zachowania. To jest podobny mechanizm, choć oczywiście w innej skali, dzieci mojej bohaterki są już dorosłymi ludźmi. Tym boleśniejszy jest dramat lady Marchmain, która wierząc, że robi dla swoich dzieci jak najlepiej, zaczyna dostrzegać do jakich tragedii doprowadziło jej zaślepienie. Wątek braci, którzy zginęli podczas I Wojny Światowej, a potem męża, który nie mogąc znieść postępującej dewocji żony, opuścił ją dla kochanki i dolce vita we Włoszech, tłumaczy także, dlaczego jej wiara została wypaczona.

MW: Czy to prawda, że przygotowując się do roli, dzwoniła pani do Watykanu? Musi pani być odważną kobietą.

ET: (śmiech) Nie, to nie jest jakaś szczególna odwaga. Raczej profesjonalne podejście do zawodu (…). [Wyznaczony ksiądz] okazał się całkiem sympatycznym i tolerancyjnym człowiekiem. Długo rozmawialiśmy o religii. Chodziłam do katolickich kościołów. Czytałam Biblię. Spróbowałam także modlitwy. Chciałam maksymalnie zagłębić się w ten obcy dla mnie świat, zgłębić go, zrozumieć…


Brideshead Revisited (1981), Charles Reminiscence: